Logo Straży

  • Nierówne doświadczanie świętych. - W.T.2911-1901
  • Myślącym pod rozwagę - Przegląd minionego roku.
  • "Patrzajcie abyście nie zostali strawieni" - W.T.3751-1906
  • Pokój w pośród burzy. - W.T.5878-1916
  • Rozmyślania na Nowy Rok. - W.T.3695-1906
  • Odpowiedzi na pytania
Rok 1948,
Numer 1


Dziesięć plag Egipskich

Lekcja z drugiej Księgi Mojżeszowej 11:1-10.

Złoty tekst: "Anioł oblicza jego wybawił go." - Izaj. 63:9.

Kto w historii o dziesięciu plagach egipskich i o wynikłym z tego oswobodzeniu Izraela, nie widzi nic więcej ponad to co mieści się w tej prostej opowieści, rozeznaje tylko skorupę, a nie jędro tej lekcji. W figurze, tylko figuralny Izrael był wybawiony przez Mojżesza i pierworodnych; w pozafigurze zaś wybawionym zostanie "wszystko wzdychające stworzenie" - wszyscy, którzy przyjmą to wybawienie, pod dowództwem pozafiguralnego Mojżesza i jego królewskiego kapłaństwa, czyli Kościoła wieku Ewangelii. W figurze Faraon i jego pomocnicy byli naprzód karani plagami, a w końcu zostali zniszczeni w morzu Czerwonym. Ich pozafigurą jest szatan i jego pomocnicy - wszyscy, którzy korzystają ze zła, a to włączy na początku wielu takich co nieświadomie znajdują się pod jego zaciemniającym wpływem, lecz ostatecznie włączać będzie tylko rozmyślnych i świadomych sług grzechu i miłośników niesprawiedliwości.

W poprzedniej lekcji widzieliśmy Mojżesza otrzymującego instrukcję i zachętę od Pana do jego przyszłej pracy jako wybawiciela. Widzieliśmy go przy gorejącym krzaku i zauważyliśmy jego cześć dla Boga, a także jego potrzebę zupełnego upewnienia, że Bóg, z całą Swoją nieograniczoną potęgą, pójdzie z nim, jeżeli wróci się do swoich rodaków i podejmie się dzieła wybawienia ich z niewoli. Zauważyliśmy, że Bóg dał jemu za znak, czyli za dowód Swego zlecenia, cud przemienienia laski w węża i z powrotem węża na laskę, oraz drugi znak, trądu na ręce i momentalnego uzdrowienia, przez włożenie ręki w zanadrze. Gdy już Mojżesz został przekonanym, zapytał się Pana jakimi sposobami ma on przekonać Izraelitów o swoim autorytecie wodza i że Pan jest teraz gotów ich oswobodzić. Poleconym mu było, aby przedstawił się Izraelitom tymi samymi znakami, przez które sam został przekonany o Boskim autorytecie i popieraniu tego przedsięwzięcia; a gdyby te dwa znaki nie dosyć przekonały lud, Mojżesz miał wziąć nieco wody z Nilu i w oczach ludu wylać ją na ziemię, gdzie woda zamieniłaby się w krew. Bóg zapewnił Mojżesza, że przez niektóre lub wszystkie te znaki, lud zostanie przekonany i przyjmie go za wodza.

Te trzy znaki tak przekonywające dla Izraelitów, zapewne przedstawiające pewne prawdy, które w czasie obecnym będą przekonywające dla ludu Bożego w własnym czasie i zademonstrują wiernym, że nadchodzi czas, wyzwolenia z mocy szatana, grzechu i śmierci wszystkich, którzy ufają w Bogu. Czas i miejsce nie pozwalają na szczegółowe zbadanie pozafiguralnego znaczenia tych znaków w niniejszym artykule; lecz w następnym wydaniu mamy nadzieję wykazać, że czasy obecne są te, gdy pozafigurą tych znaków zdaje się wypełniać, jako dowody dla pozafiguralnego Izraela, że wielki Wybawiciel jest obecnym i że czas wybawienia nadchodzi. Spodziewamy się wykazać, że pozafiguralnie znaki te dawane są teraz, a także wykazać z czego one składają się.

Początkowe niepowodzenie

Następną misją Mojżesza było, aby wraz z Aaronem udał się do Faraona i zażądał, aby Izraelitom było zezwolonym wyjść na trzy dni drogi na puszczę, aby tam złożyć ofiarę Panu. Nic nie było mówionym, że oni nie mieli powrócić do Egiptu, ani też nie było potrzeby tego mówić. W słusznym znaczeniu tego słowa, Izraelici nie byli niewolnikami; nie stracili swej wolności przez wojnę ani przez zadłużenie się, a więc mieli takie same prawo wyjść jak przyszli do Egiptu; a uzyskawszy zezwolenie na chwilowe wyjście, mogliby później sami zadecydować, czy chcieliby powrócić do ziemi Goszen, czy też nie. Żądanie wniesione do Faraona w takiej formie było dla niego mniej surową próbą, a jego niezgodzenie się na kilka dni świąt dla Izraelitów, było najwyraźniejszym dowodem, że na zupełną wolność dla nich nie zgodziłby się wcale.

Faraon nie tylko że nie zgodził się na udzielenie Izraelitom kilka dni świąt, lecz posłał dozorców, aby przyłożyli im ciężarów tak, aby nie mieli czasu nawet rozmyślać o jakichkolwiek świętach, odpoczynku itp. Przy tej to właśnie okoliczności zaprzestano wydzielać Izraelitom plew i słomy do robienia cegieł, lecz sami musieli sobie tych rzeczy szukać i wyrobić tę samą ilość cegieł co poprzednio. Plew i słomy (sieczki) używano wtenczas jako domieszki do gliny, przy robieniu cegieł, bo te nie były wypalane jak obecnie, ale suszone -w słońcu. Ten opis o niewoli Izraela jest w zupełności potwierdzony przez niektóre wykopaliska w Egipcie, które pokazują budowle z cegieł, w których zamiast sieczki ze słomy była sieczka z sitowca i różnych chwastów, a w końcu były cegły, w których prawie wcale sieczki nie było, a które były o tyle trudniejsze do zrobienia.

Cała ta sprawa wywarła na Hebrajczyków wielkie zniechęcenie i pobudziła ich do szemrania przeciwko Mojżeszowi. Przez swych starszych oświadczyli jemu, że zamiast stać się ich wybawicielem i pomocnikiem, tylko powiększył ich niedolę. Podobnie rzecz się będzie miała z wzdychającym stworzeniem w niedalekiej przyszłości. Ich początkowe zabiegi i aspiracje ku oswobodzeniu, jakie Pan obiecuje, będą zwalczane przez "władze, które teraz są," i przez pewien czas będzie się zdawać, że zamiast oswobodzenia następuje raczej pogorszenie. Mimo to jednak, ostateczny skutek będzie, że zło obecnego panowania grzechu i śmierci będzie coraz lepiej rozeznawano i przysposobi wszystkich do lepszej oceny przyszłych błogosławieństw, wolności i sprawiedliwości, i do tym ochotniejszego poddania się pod dowództwo Pana, który wolność tę ma zaprowadzić.

Zatwardziałość Faraona

Stosując się do Pańskiego polecenia Mojżesz udał się przed Faraona i formalnie zażądał wolności dla narodu Izraelskiego. Pan jednak naprzód powiedział mu: "Ja zatwardzę serce Faraonowe i rozmnożę znaki Moje i cuda Moja w ziemi Egipskiej. I nie usłucha was Faraon; lecz Ja włożę rękę Moją na Egipt i wyprowadzę wojska Moje, lud Mój, syny Izraelskie z ziemi egipskiej w sądziech wielkich; a poznają Egipcjanie, żem Ja Pan." - 2 Moj. 7:3-4.

Będzie może na miejscu zastanowić się na chwilę w jakim znaczeniu Pan zatwardził serce Faraona. Możemy również rozebrać słowa Apostoła w tym przedmiocie: "Albowiem Pismo mówi do Faraona: Na tom cię samo wzbudził abym okazał moc Moją na tobie, a iżby opowiadane było imię Moje po wszystkiej ziemi. A tak nad kim chce zmiłowywa się, a kogo chce, zatwardza." - Rzym. 9:17-18.

Bóg wzbudził na tron Egipski człowieka o żelaznej woli i przewrotnym duchu, który nie był skorym do ustępstwa i z tego powodu częste i surowe sądy były potrzebne, które miały zademonstrować Boską moc na korzyść Izraela. Sądy te miały też być poniekąd odpłatą (karą) dla wszystkich Egipcjan za ich udział w niesprawiedliwym gnębieniu Izraela. Innymi słowy, Boska moc mogła 'być lepiej okazana, sprawiedliwość mogła być wymierzona i lekcja ma wszystkie czasy lepiej wyrażona przez wzbudzenie na tron Egipski tego człowieka, aniżeli gdyby tam zasiadał ktoś inny.

Należy zauważyć, że ani tu ani nigdzie Bóg nie przeszkadzał ludzkiej woli kogokolwiek, czy to w tych, co mienią się być Jego sługami, czy w kimkolwiek. Co do zatwardziałości serca Faraonowego, to gdy uważnie wnikniemy w ten opis, zauważymy, że spowodowana była raczej Boskim miłosierdziem, zatym Boska sprawiedliwość nie może być za to winiona. Ponieważ Faro udawał pokutę, Pan odejmował plagi sprowadzone na niego i na cały naród, którego on był przedstawicielem. Ta Boska dobroć zamiast pobudzić go do prawdziwej pokuty, pobudziła go raczej do większej zatwardziałości serca. Podobnie rzecz się ma z światem obecnie; gdy sądy Pańskie spadają na ludzi w całej swej surowości, ludność skłania się do poprawy, pokory i pokuty; lecz gdy Boskie laski i błogosławieństwa obfitują, to serca ludzkie stają się więcej buntownicze, nieoceniające i zatwardziałe. Tak było z Faraonem i tak będzie "z władzami, które teraz są," aż do zakończenia się obecnego wieku; lecz nie tak ma być z tymi, co prawdziwie są dziatkami Bożymi. Takich Boskie miłosiedzia i łaski za łaskami powinny czynić bardziej oceniającymi, -wdzięcznymi i posłusznymi, i też takimi ich czynią, ponieważ oni są Jego.

Długość trwania plag

Przypuszczanym jest, że dziesięć plag egipskich rozpoczęły się około pierwszego lipca i trwały mniej więcej do kwietnia następnego roku, czyli razem około dziewięć miesięcy. Przypuszczenie to oparte jest na charakterze tych plag i na wiadomościach co do klimatu w Egipcie i warunków przyjaznych owym plagom. Pierwsze trzy; wody zmienione w krew, żaby i wszy, były, zdaje się, ogólne, tak pomiędzy Egipcjanami jak i pomiędzy Izraelitami, lecz od pozostałych siedmiu - robactwo, plaga na bydło, wrzody, czyli choroba ospy, ogień i grad, szarańcza, zupełna ciemność i w końcu śmierć pierworodnych - ziemia Goszen była zachowana. Podczas tych plag Faraon przy pewnej okazji ustąpił nieco do tego stopnia, że chciał zezwolić, aby mężczyźni hebrajscy udali się, według Żądania, na puszczę i złożyli tam zamierzone ofiary, lecz ich niewiasty i dzieci aby pozostali w Egipcie, jako zakładiniki i zapewnienie, że mężczyźni powrócą. Na to dana była odpowiedź, że gdy oni wyjdą, to nie tylko że -wszyscy wraz z żonami i dziećmi, ale i bydło i trzody ich wyjdą z nimi. O tym Faraon nie chciał ani słuchać, aż gdy dziesiąta plaga uderzyła, gdy wszyscy pierworodni (tak z ludzi jak i z bydła) byli pobici plagą śmierci, wtedy Faraon nie tylko zezwolił, ale przynaglał Izraelitów do wyjścia. To karanie okazało się dostateczne. Podobnie będzie przy końcu wielkiego ucisku, który obrazowo przedstawiony jest w tych plagach, szczególnie w "siedmiu ostatnich plagach." - Obj. roz. 15.

Gdy ostatnia plaga zostanie wylana, jako plaga gniewu Bożego, "zwierzchności (władze) jakie są" zrozumieją, że daremnym jest walczyć z Bogiem. A jak Faraon i jego naród otrzymali odpłatę za krzywdy jakie wyrządzali Izraelitom, a śmierć pierworodnych była pomstą za topienie niemowląt Izraelskich w rzece Nil, a zniszczenie ich bydła, trzody i plonów plagami robactwa, szarańczy itd., było pomstą za różne niesprawiedliwości, jakimi gnębili Izraelitów, podobnie wnosić możemy, że wielki ucisk i klęski jakie spadną na "władze, które są" w nadchodzącym ucisku, będą w pewnym znaczeniu i stopniu odpłatą i karą za nie dosyć szczodre i sprawiedliwe obchodzenie się z tymi, co byli pod ich kontrolą w czasie obecnym, kiedy to błogosławieństwa i wynalazki obecnej doby powinny być stosowane więcej ku ogólnemu dobru społeczeństwa.

Pożyczanie u Egipcjan

Niektórzy protestują przeciwko temu, że to Bóg przez Mojżesza miał pouczyć izraelitów, aby nawypożyczali od egipskich sąsiadów rzeczy srebrnych, złotych itp., co uczyniwszy Izraelici następnie zabrali z sobą te rzeczy i w taki sposób ograbili Egipt z wielu kosztowności. Na protesty takie mogą być dane dwie odpowiedzi. Pierwszą jest to, że w zwykłym tłumaczeniu Biblii nie jest oddane akuratnie i to nasuwa myśl jakoby użyto podstępu. Słowo w orginale użyte oznacza prośbę i nie powinno być tłumaczone na wypożyczanie. W języku hebrajskim użyte jest tu słowo takie samo jak tam gdzie Salomon "prosił" o mądrość a nie "prosił" o bogactwo, o długie życie ani o porażkę nad nieprzyjaciółmi. (1 Król. 3:11) Jak w wypadku Salomona niewłaściwym byłoby tłumaczyć te słowo na "pożyczył," tak i niewłaściwym jest ono w zastosowaniu do Izraela. Również słowo "pożyczyli" powinno być "dali."

Faktem zdaje się być, że Egipcjanie zostali prawdziwie przejęci żalem pod tymi częstymi plagami, jakimi Bóg ich trapił -w tych dziewięciu miesiącach. Ucieszyli się niezawodnie, gdy ich przedstawiciele i król ostatecznie wydali rozkaz, aby Izraelici opuścili ich kraj. Czuli się jakby zachęcać ich do jak najprędszego wyjścia, aby znowu Faraon nie zmienił swego rozkazu i jaka dalsza kara nie spadłą na nich. To też gdy Izraelici zwrócili się do nich z prośbą o naczynia srebrne i złote, czyli o biżuterię, a także o piękne szaty itp., Egipcjanie dali im te rzeczy prędko i dobrowolnie, w nadziei, że w ten sposób pozbędą się tych ludzi tym prędzej.

Druga odpowiedź na ten argument jest ta, że według sprawiedliwości, Egipcjanie wszystkie te kosztowności mieli do zawdzięczenia Izraelitom. Ciężką pracą, do jakiej oni niesprawiedliwie zniewalali Izraelitów, kosztowności te stały się dla nich dostępne. To też gdy Izraelici prosili o te rzeczy, nie prosili o dary, ale właściwie o słuszną zapłatę za ich przeszłą ciężką pracę.

Złoty tekst źle stosowany

Złoty tekst, który układający lekcje niedzielne zastosowali do niniejszej lekcji, został mylnie zastosowany. Tekst ten nie stosuje się do Izraelskiej niewoli w Egipcie, ani też nie zdaje się stosować do ich pozafigury - do tych co wybawieni będą z mocy szatana, grzechu i śmierci w Tysiącleciu. Stosuje się tylko do zwycięzców wieku ewangelicznego-do Kościoła "pierworodnych," którzy przedstawieni byli tylko w Mojżeszu i w pierworodnych zachowanych od śmierci w nocy przejścia. W specjalnym znaczeniu Pan jest tylko z tą klasą, z "Małym Stadkiem," z wybranymi członkami ciała Chrystusowego, którzy wnet wyprowadzą lud z niewoli, do wolności synów Bożych. Ci co będą posłuszni głosowi Tego wielkiego Proroka, Kapłana i Króla, którego Jezus jest Głową, a Kościół ciałem, zostaną w zupełności wybawieni z mocy szatana, którego przedstawiał Faraon.

Ogólną lekcją stosowaną w każdym czasie dla wszystkich jest, że sprawiedliwość powinna być zawsze przestrzegana; że nikt nie powinien być gnębiony; że Bóg zaopiekuje się sprawą gnębionych, szczególnie jeżeli to są Jego wierni; a także, że On wybawi ich i sprawi, aby gniew ludzki wymierzył odpłacającą sprawiedliwość i karę na gnębicieli.

W.T.2911-1901


Myślącym pod Rozwagę

Przegląd minionego roku

"Panie,. Tyś bywał ucieczka naszą od narodu do narodu." - Psalm 90:1.

Szczęśliwymi zaiste mogą się czuć wszyscy, którzy przy końcu roku mogą spojrzeć wstecz i widzieć, że bezpieczni i pewni w mieście ucieczki przygotowanym od Boga dla Jego ludu, oni mogli rozwijać się, cieszyć i wzrastać pod Jego łaską i kierownictwem, w znajomości Jego Samego i chwalebnego Jego planu względem ludzkości, a szczególnie względem wybranego Kościoła, ciała Chrystusowego, które w szkole Chrystusowej jest teraz przygotowywane do chwalebnego dzieła w przyszłym tysiącletnim królestwie.

Ufamy, że czytelnicy nasi znajdą wiele powodów do radowania się i dziękowania Bogu, patrząc wstecz na rok miniony. Gdy zauważymy, że wiernie staraliśmy się kroczyć zawsze śladami Jezusa, będziemy mieli szczególniejszy powód do radowania się. Jeżeli zaś zauważymy coś przeciwnego, że niektóre nasze kroki nie były tak proste jak być powinny i jeżeli żałujemy za to odchylenie się od wąskiej drogi, to możemy być pewni, że wielce litościwy i dobrotliwy jest Bóg, gotowy do przebaczenia, uleczenia i pomocy.

W tym właśnie celu On przygotował to miasto ucieczki i w tym też celu musimy w nim mieszkać zawsze - mieszkać w Chrystusie, pod przykryciem Jego zasługi, czyli pod Jego szatą sprawiedliwości. W każdym razie serca nasze będą pocieszone myślą wyrażoną przez Apostoła, że jeżeli Bóg nas tak umiłował gdyśmy jeszcze byli grzesznymi, że Syna Swego jednorodzonego dał dla naszego odkupienia, to tym więcej miłuje nas teraz, gdy już pojednani zostaliśmy z Nim przez krew Syna Jego; a nawet gdy już zostaliśmy przyjęci do Jego rodziny i gdy staramy się kroczyć śladami Jezusa, bez względu jak niedoskonale intencje nasze mogą być wykonane.

Ponieważ jednak trudno nam wykonać nasze dobre intencje tak jakbyśmy chcieli, potrzebujemy zawsze czynić dobre postanowienia w tym względzie. szczególnie przy końcu roku starego i na początku nowego jest najodpowiedniejsza pora do robienia dobrych postanowień. Nie abyśmy w jakimkolwiek stopniu uwalniali się od wiecznego przymierza, jakie zawarliśmy z Panem, lecz rozumiejąc nieodmienność tego przymierza, utwierdzajmy się w nim, przez zapewnienie Pana o naszych jak najlepszych intencjach co do naszej wiary i postępowania na przyszłość, szczególnie przy tak ważnej okazji jak początek nowego roku. "Albowiem okazała się łaska Boża zbawienna Wszystkim ludziom, ćwicząca nas, abyśmy odrzekłszy się niepobożności i świeckich pożądliwości, trzeźwo i sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie; oczekując onej błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, który dał Samego Siebie za nas, aby nas wykupił od wszelkiej nieprawości ł oczyścił Sobie samemu lud własny gorliwie naśladujący dobrych uczynków." - Tyt. 2:11-14.


"Patrzajcie abyście nie zostali strawieni"

"Bracia! ku wolności powołani jesteście, tylko pod zasłona tej wolności ciału nie pozwalajcie, ale z miłości służcie jedni drugim. Bo wszystek zakon w jednym się słowie zamyka, to jest w tym: Będziesz miłował bliźniego twego jako samego siebie. Ale jeżeli drugich kąsacie i pożeracie, patrzajcie, abyście jedni od drugich nie byli strawieni." - Gal. 5:13-15.

Gdziekolwiek jest duch Boży tam jest wolność. Zostało to uwydatnione w historii świata nader znamiennie. Z powodu, iż żydzi posiadali instrukcje Zakonu i mniej lub więcej jego ducha, byli oni przez wiele wieków znani jako naród niezwyciężony. W prawdzie byli oni zwyciężeni i ujarzmieni kilkakrotnie, lecz duch wolności o tyle w nich dominował, iż oni czynili ustawiczny kłopot swoim zwycięzcom i potężniejszym sąsiadom.

Podobnież, tylko w wyższym znaczeniu, rzecz się miała z chrześcijaństwem, gdziekolwiek Słowo Boże doszło tam skutek ujawnił się ten, iż zamiłowanie wolności rozbudzało się proporcjonalnie. Gdy podczas "Średniowiecza" Słowo Boże "obleczone było w wory," a fałszywe nauki ludzkie zajęły jego miejsce, duch wolności zasnął i świat doświadczył w pewnej mierze zależności i poddaństwa ludów. Wraz z ruchem reformacji, miłość wolności ujawniła się ponownie.

Nie mamy na myśli twierdzić, iż Jezus i Apostołowie zachęcali do wojny, niezadowolenia i zaburzeń, również nie czynił tego Mojżesz ani Zakon. Przeciwnie, miłość, pokój, braterstwo, uprzejmość, cierpliwość, pokora itp. to były nauki Jezusa i Jego sług. Wynikający z tych nauk wpływ był dwojaki: Niektórzy wraz z oświeceniem i wolnością przyswajali sobie rady Boże, starając się rozwijać w sobie owoce ducha; podczas gdy drudzy, otrzymawszy przez znajomość ducha wolności, nie przyswoili sobie ducha prawdy, lecz połączyli znajomość z samolubstwem i wyniosłością upadłej natury i z powodu wzmożenia się ich inteligencji stali się jeszcze bardziej niezadowolonymi.

Skutki prawdy w kościele

Kościół nominalny właściwie jest częścią świata, ogładzony nieco odrobiną znajomości Słowa i Planu Bożego mający nieco pragnienia, by Boskie przepisy przestrzegać. Lecz prawdziwy Kościół obejmuje tylko tych, którzy odwrócili się od grzechu i przyjęli Chrystusa z zupełnym poświęceniem myśli, słów i czynów. Jaki skutek na tych Prawda wywiera? Odpowiadamy, że nawet ci, jako Nowe Stworzenia znajdują, iż otrzymana znajomość i duch wolności jaki przez tę znajomość się w nich rozwinął, wywiera inny skutek na ich ciała a zupełnie inny na ich wolę i serce. Sercem swym pragną oni służyć Zakonowi Bożemu, żyć w pokoju z wszystkimi, rozwijać w sobie wszystkie owoce i łaski ducha Chrystusowego i obchodzić się uprzejmie i z miłością nie tylko z współczłonkami Ciała Chrystusowego, lecz chcą uprzejmi być nawet do świata. Lecz mają oni różne trudności do przezwyciężenia, jedni mniej a drudzy więcej, i muszą prowadzić walkę ze swymi ciałami i zmuszać je, by nowa wola górowała nad ciałem, tak w słowie jak i w uczynku.

Któryż chrześcijanin mający większe, lub mniejsze doświadczenie, nie wie znaczenia słów zawartych w naszym tekście, "Jedni drugich kąsacie i pożeracie?" Gdyby można odwołać się do serc, woli i intencji ludu Bożego, oddzielnie od słabości i skłonności ich ciał, to niezawodnie każdy z nich musiałby doskonale wykonać swe pragnienia, by żyć w pokoju ze swymi braćmi i chwalić Boga w karnym i cichym usposobieniu, z uprzejmością i miłością braterską. Lecz obecnie nie może tak być, ponieważ ta odnowiona wola znajduje się w starym ciele, które niestety spaczone jest samolubstwem, więc musi ona "bojować dobry bój" przeciwko ciału i musi zwyciężyć przynajmniej do rozciągłości umiłowania i starania się o sprawiedliwość, uprzejmość i dobroć, jakkolwiek niedoskonale może je osiągnąć.

Prawda zdaje się przyciągać silne charaktery raczej, aniżeli słabe. Ci o silnych charakterach posiadają w sobie więcej stanowczości, ostrości i wojowniczości aniżeli mają inni, którzy są za powolni i za zniewieściali, by mogli być przez Pana przyjęci za członków "Maluczkiego Stadka" - za zwycięzców. Tak więc możemy widzieć, że ten właśnie przymiot, który czyni nas przyjemnymi przed Panem i który jest ważną kwalifikacją do osiągnięcia stanowiska zwycięzcy, jest zarazem poważnie szkodliwy w niektórych sprawach, gdy kilku takich o silnych charakterach łączy się wspólnie jako Zgromadzenie. Nawet diament pokryty mułem nie będzie ciął ani rysował niczego, ale umieścić tylko tuzin diamentów razem, i gdy rozpocznie się tarcie, wtedy im więcej mułu i brudu odłączysz od nich, tym więcej zgrzytu, szorowania i cięcia będzie pomiędzy nimi. Podobnież rzecz się ma z Pańskimi klejnotami - im więcej one zbliżają się do siebie, im bardziej są rozbudzeni, tym więcej między nimi powstaje sposobności do starć i tym bardziej koniecznym jest, by byli napełnieni i przyodziani duchem świętym, który jako olejek łagodzi i skłania ku unikaniu wszelkich starć.

Próby pomnażają się

Z jednej strony powinniśmy się spodziewać, ze w miarę jak lud Boży wzrasta, w łasce i znajomości oraz w owoce i łaski ducha, o tyle mniej starć powinno być w zgromadzeniach, lecz z drugiej strony należy pamiętać, iż oszlifowane diamenty więcej rysują i tną aniżeli surowe. Pamiętajmy także, iż w początkowych naszych doświadczeniach w Prawdzie byliśmy jakoby niemowlętami - nie posiadaliśmy dosyć znajomości by rozpierać się i dysputować z drugimi odnośnie tych nauk, których nauczyliśmy się. Przeto o ile kto wzrasta w znajomości i cenieniu Prawdy, o tyle powinien każdy także wzrastać i wzmagać się w duchu tejże Prawdy, bo inaczej jego wzrost w znajomości będzie miał ten skutek, iż stanie się on większym doświadczeniem dla swych braci, aniżeli gdy był tylko niemowlęciem.

Patrząc z tego punktu zapatrywania, nie zdziwiłoby nas wcale, gdyby wobec światła każdego przedmiotu, a szczególnie Słowa Bożego, które w naszych czasach świeci, aby z każdym rokiem przychodziły coraz większe doświadczenia i starcia. Coraz większa okazuje się potrzeba, by pamiętać na tekst: "Bracia bądźcie cierpliwymi." (Jak. 5:7.) Kontekst tego Pisma wskazuje nam, iż słowa te szczególnie stosują się przy końcu tego wieku. Czas ucisku jest tam właśnie opisanym - konflikt pomiędzy bogatymi a biednymi, który przychodzi drogą wzmagającej się umiejętności, w łączności z samolubstwem upadłej natury - poczem następuje napomnienie "Nie wzdychajcie jedni przeciwko drugim bracia, oto sędzia już przede drzwiami stoi." - Jak. 5:1-9.

Nauka, jaka się w tym tekście zawiera, jest w zupełnej zgodzie z tekstem, który mamy pod rozwagą. Potrzebujemy cierpliwości, potrzeba nam pamiętać, że nie mamy -w sercach naszych żywić wzdychania, lub gorzkiego uczucia, a tym mniej przeciwko tym, którzy tak jak i my usiłują kroczyć po tej wąskiej drodze i dojść do współdziedzictwa z naszym Panem w Królestwie. Raczej powinniśmy być gotowi poświęcić cośkolwiek z naszych praw, wolności, lub przywilejów na korzyść drugich. Nie znaczy to, iż mamy spokojnie siedzieć, słuchając jak Prawda błędnie jest przedstawiana, lub przekręcana, gdy prawo i sposobność bronienia jej posiadamy. Mamy gorliwie walczyć o Prawdę przeciwko błędowi, lecz nie mamy walczyć przeciwko braciom. Gdyby znalazł się ktoś, któryby zaprzeczał fundamentom wiary chrześcijańskiej, Okupowi, to Pan przez Apostołów nie pozostawił nam wcale miejsca na wątpliwość jak stanowczo powinniśmy postąpić odnośnie wszelkiej naszej społeczności z takimi, (l Kor. 5:11, 2:10-11.)

Lecz są setki okazyj do starć pomiędzy braćmi gdzie o zasadę Prawdy wcale nie rozchodzi się; i tych dla dobra pokoju, harmonii i społeczności unikać należy. To jednakowoż nie koniecznie ma znaczyć, iż nie mamy przedstawiać swego wyrozumienia prawdy nawet przy odpowiedniej okazji, owszem, lecz nie potrzebujemy napierać na drugich, ani wmuszać w nich, jeżeli oni nie mogą tak rozumieć jak my.

W tekście naszym Apostoł zdaje się wykazywać, że nawet pomiędzy ludem Bożym mogą powstać takie warunki, iż nie tylko że niektórzy będą ranieni ("kąsani") cierpkością i potwarzami drugich, ale wyłonić się może tendencja oddawania wet za wet, co oznaczałoby ogólny konflikt, więcej przedstawiający walkę psów, aniżeli wzajemne stosunki pomiędzy ludem Bożym.

"Patrzajcież abyście jedni od drugich nie byli strawieni" napomina Apostoł. Cóż z tego, jeżeli w naszym ocenieniu wolności, którą posiadamy i którą przez Ewangelię poznaliśmy, dosięgnęlibyśmy punktu, gdzie stalibyśmy się tak swarliwymi o naszą wolność w rzeczach wielkiej, lub małej wagi, że "kąsali" byśmy brata, za którego Chrystus umarł? Cóż za pożytek z tego, gdy szkodząc drugim duch walki podniósłby w nas taką reakcję, że zatrułby nasze własne duchowe życie, i sami zostalibyśmy strawieni - zgnębieni odnośnie onych chwalebnych rzeczy, do których nas Pan powołał, i o któreśmy się ubiegali. Niechaj silnie odbiją się w naszych sercach słowa Apostoła: "Abyście jedni od drugich nie byli strawieni."

Mając te myśli przed sobą starajmy się coraz więcej i więcej przywdziewać na siebie zbroję Bożą, by walczyć przeciwko swym własnym cielesnym słabościom, i by walczyć za naszych drogich braci, pomogając im przykładem i zachętą, by i oni mogli nieprzyjacielowi.

W.T.3751-1906


Pokój w pośród burzy

"Gdy On sprawi Pokój, któż go wzruszy?" - Hijob 34:29.

Elihu, który wypowiedział te słowa, był młodym mężczyzną a żył za czasów Hijoba, przypuszczalnie za dni Abrahama. Był on jednym z czterech przyjaciół, którzy przyszli pocieszać Hijoba w jego przykrym stanie. Będąc najmłodszym nie kwapił się z mową, jak drudzy trzej przyjaciele. Słyszał ich mówiących i zauważył gdzie oni w swych mowach popełnili błąd.

To, że pewne słowa są zanotowane w Piśmie Świętym, nie koniecznie ma znaczyć, że te słowa są natchnione od Boga, a nawet, żeby one miały być prawdziwe. Przypominamy sobie jak pewnego razu prowadząc dyskusję z pewnym człowiekiem, zacytował on tekst Pisma Św. Wtedy zażądaliśmy, ażeby wskazał ten tekst. Nasz oponent wyszukał ten tekst gdzie jest powiedziane: "A diabeł rzekł:" tak i tak. Ma się rozumieć, że nie mamy powodu do wierzenia, ażeby diabeł lub jego słowa miały być natchnionymi.

Słowa wypowiedziane przez Elihu były tak mądre jak inne wypowiedziane przez pocieszycieli Hijoba, a może nawet mądrzejsze, lecz one były (na ile możemy je rozeznać) mądrością ludzką. Kiedy Elihu postawił pytanie: "Gdy Bóg sprawi pokój, któż go wzruszy?" On starał się jakoby nakreślić granicę w strofowaniu Hijoba, będąc przeciwnym krańcowemu stanowisku, a jednak nie zgadzał się z Hijobem, ani jego trzema przyjaciółmi. Ci przyjaciele argumentowali, że Hijob musiał popełnić coś bardzo złego, a z tej przyczyny był od niego odjęty cały jego dobytek: wielbłądy, bydło i wszystko co posiadał. Utracił także wszystkie dzieci, a również i miłość swej żony. Przyjaciele Hijoba nastawali na niego, ażeby się przyznał do winy, do złego jakie popełnił i że dlatego Pan Bóg się na niego gniewa. Hijob zaś obstawał przy swojem, że on czynił co mógł dobrego, chociaż nie rościł pretensji być doskonałym, lecz starał się prowadzić życie zacne - świętobliwe.

Elihlta zdrowe rozumowanie

Gdy Hijob skończył swoje argumentowanie i jego trzej przyjaciele, wtedy Elihu zaczął swoją mowę. (Robimy tu parafrazę) : "Hijobie, ty przyznajesz, że jesteś w ciężkim utrapieniu. Teraz, jeżeli Bóg dał ci pokój, któżby mógł go wzruszyć? zapewne, że On zamierzył, ażeby to utrapienie przyszło na ciebie."

Elihu starał się bronić Boga. Dowodził on, że Bóg widocznie zamierzył, ażeby Hijob nie miał pokoju, ani powodzenia, bo inaczej te przeciwności nie przyszłyby na Hijoba. Jakakolwiek była przyczyna, to te nieszczęścia nie przyszły na niego jako zwykły trafunek. Zapewne, że była w tym ręka Pańska. Nawet gdyby szatan sprowadził te wszystkie nieszczęścia, doświadczenia i próby, to jednak nie mógł tego uczynić jak jedynie z dopuszczenia Bożego. Nikt nie mógłby odmienić Boskiego postanowienia i woli. Elihu sprzeczał się z Hijobem, że Pan Bóg miał prawo i moc zadecydować, a Hijob nie miał. Wykazał wyraźnie moc i właściwą władzę Boga w rozporządzaniu wszelkich spraw życiowych i wykazał, że Hijob był sprawiedliwszym, niż jego wszyscy towarzysze; a chociaż był grzesznym, to jednak nie z tego powodu był dotknięty utrapieniem.

Z wypowiedzianej mowy przez Elihu możemy osiągnąć pomocną myśl. Tutaj widzimy proces rozumowania przez człowieka w dalekiej przeszłości, około czasu, o którym ewolucjoniści mówią, że człowiek był jeszcze małpą. Za bardzo zdrowe rozumowanie dla małpy. Wielu prezesów naszych wyższych uczelni, nie zdobyłoby się dzisiaj na podobne rozumowanie. Jest to zdrowa logika.

Utrapienia nie mogą służyć za dowód Boskiej niełaski

Widzimy także, że Hijob nie był wielkim grzesznikiem. Przeciwnie, możemy mniemać, że on był prawdziwym prorokiem Bożym, prawdziwym sługą Bożym. On był jedynym z tych, których Pismo Święte wylicza, iż byli umiłowani od Boga, a co jest wykazane w proroctwie Ezechiela 14:19-20. Gdybym "posłał mór na tę ziemię i wylałbym popędliwość swoje na nią ku wytraceniu, aby z niej ludzie i zwierzęta byli wytraceni, że choćby Noe, Daniel i Hijob byli w pośrodku jej, jako żyję Ja, mówi panujący Pan, żadną miarą ani syna, ani córki, nie wybawiliby, oniby tylko w sprawiedliwości swojej wybawili dusze swe." Dalej mamy powiedziane: "O cierpliwości Hijobowej słyszeliście i koniec Pański widzieliście, iż wielce miłosierny jest Pan i litościwy." - Jak. 5:11.

Prawdą jest, że utrapienie nie byłoby przyszło na Hijoba, gdyby Pan Bóg na nie zezwolił. Jeżeli Pan Bóg chciałby, ażeby on miał pokój, to nikt tego pokoju nie mógłby wzruszyć. Lecz Pan Bóg dozwolił, ażeby utrapienia przyszły i doświadczyły Jego sługę, tak jak On dozwala, ażeby różne kłopoty nawiedzały Jego Kościół, a również dozwolił, na utrapienie dla Swego umiłowanego Syna. Pan Bóg dozwolił, ażeby ludzie czynili wiele złego Jego umiłowanemu Synowi, aby z Niego szydzili, pluli na Niego, policzkowali,, biczowali, a na ostatku ukrzyżowali Go. W podobnych razach Pan Bóg nie daje pokoju, lecz utrapienie.

Naukę jaką można osiągnąć z naszego tekstu jest ta, że tym, którzy znadują się w "Ochronie Najwyższego," takim nikt nie może szkodzić, ani sprawić utrapienie, bez Boskiego zezwolenia. Pan mówi nam, że w ciągu Wieku Ewangelii On sprawi, że wszystkie rzeczy będą pomagały ku dobremu dzieciom Bożym i że On nie dopuści, abyśmy mieli być kuszeni ,nad możność naszą, byśmy nie byli zdolni znieść, (1 Kor. 10:13.) W sprawie naszego Pana, Pan Bóg dozwolił, na cierpienia i boleści, które Go starły a śmierć. (Izaj. 53:10.) Tak się Bogu upodobało obrać taki plan dla zbawienia świata, i to najlepiej pokazuje Jego Sprawiedliwość, Mądrość, Miłość i Moc. Te rzeczy w skutku okazały się dla naszego Pana wielką czcią i chwałą.

Co się tyczy ludu Bożego to są pewine sprawy odnoszące się do zmian okresowych, które najlepiej mogły być przeprowadzone przez ciężkie próby i doświadczenia jakie na nich przyszły. W dodatku Pan Bóg chce, ażeby pewne doświadczenia przyszły na Jego lud, ażeby mógł Mu ufać tam, gdzie nie może Go znaleźć. Dzieci Boże mogą zatem te słowa naszego tekstu , skierowane przez Elihu do Hijoba, przyjąć w rozmaity sposób jak to pierwotnie były zamierzone. Mogą one prawdziwie powiedzieć: "Gdy Bóg sprawi pokój, któż go wzruszy?" Trzeba przyznać, że święci Pańscy doznają pewnego pokoju i odpocznienia serca, nawet wówczas, gdy Pan dozwala na różne i ciężkie cierpienia.

W liście do Żydów jest napisano: "My, którzyśmy uwierzyli, wchodzimy do odpocznienia." (4:3.) Wchodzimy do odpocznienia, jeżeli znajdujemy się w takim stanie, że możemy w zupełności wierzyć Bogu i ufać Mu. Niekiedy zewnętrzne trudności są pomocne do przezwyciężenia niedobrego ducha. Lud Boży nie zniechęca się przeciwnościami, które innym odebrałyby siły i odwagę. Przeciwności i trudności pomagają do pozbycia się złego, lecz o tym powinniśmy pamiętać, że te trudności i uderzenia są zadawane ręką Tego, który nas miłuje i On wie wiele i jak ciężkimi uderzeniami nas ćwiczyć.

Zachowani w zupełnym pokoju

"Człowieka spolegającego na Tobie zachowywasz w pokoju." (Izaj. 26:3.) Ta myśl jest bardzo cenną dla Nowego Stworzenia. "Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum" ma rządzić i strzedz naszych myśli i serc. (Fil. 4:7.) Rzeczy w doczesnym życiu nie są godne, w porównaniu do chwały w przyszłości. W tym względzie apostoł Paweł mówi: "Ten chwilowy i lekki ucisk, sprawuje nam nader obfitą, wieczną chwałę; gdyż nie patrzymy na rzeczy widzialne, ale niewidzialne; albowiem rzeczy widzialne są doczesne, ale niewidzialne są wieczne." (2 Kor. 4:17-18. Diaglott.) Gdy umysł nasz polega na Panu i mamy właściwy pogląd na nasze doświadczenia wtedy możemy powiedzieć: Żadna burza nie może wzruszyć naszego pokoju, gdy w Panu mamy schronienie.

Możemy mieć pokój wewnątrz, bez względu jakie mogą być warunki na zewnątrz. Próby i doświadczenia w codziennym życiu, lud Boży otrzymuje zmieszane z radością, deszczem i burzą, i znowu promienie słoneczne. Zażywają wszelkich prawych przejemności, które są w harmonii z ich ofiarowaniem. Uczą się w próbach uprawiać cierpliwość "wiedząc, że ucisk cierpliwość sprawuje, a cierpliwość doświadczenie, a doświadczenie nadzieję", która nie pochańbia. - Rzym. 5:3-5.

Zatem nasz tekst daje zapewnienie chrześcijanowi, że gdy Bóg daje pokój kto go wzruszy? Pan Jezus powiedział, że ludzie będą "mówić wszystko złe przeciwko wam, kłaniając dla mnie," lecz "radujcie się i weselcie się." "Niech się nie trwoży serce wasze." (Mat. 5:11, Jan 14:1.) Nasz tekst staje się bardzo cennym, gdy się na niego patrzy z właściwego punktu zapatrywania.

Ucisk potrzebny dla udowodnienia

Nasz Ojciec Niebieski zamierzył, ażeby różnego rodzaju uciski na nas przychodziły w tym celu, ażeby one rozwinęły i udowodniły nasz charakter. Jest to częścią Planu Bożego, aby dozwolić nam przejść różne utrapienia. (Ps. 119:67,71,75; 34:19-20.) Gdy więc widzimy, że lud Boży znajduje się -w kłopotach, lub wystawiony na próbę, to nie mówimy, że Pan Bóg się na .nich gniewa. Każdy z nas musi wykazać swoją gotowość znoszenia różnych utrapień, według woli Bożej i często gdy cierpimy niewinnie. Pan Jezus pokazał nam przykład cierpliwego znoszenia i ochotnego poddania się woli Bożej. Mamy więc postępować Jego śladem. Mamy również przykład z Apostołów jak oni znosili, gdy na nich przyszły próby, doświadczenia i prześladowania; podobnie mamy przykład do naśladowania innych świętych przez cały wiek Ewangelii.

Ucisk nie jest koniecznie znakiem niełaski Bożej, przeciwnie wiemy, że "wiele złego przychodzi na sprawiedliwego" (Ps. 34:20), że "wszyscy, którzy chcą pobożnie żyć w Chrystusie Jezusie prześladowani będą." (2 Tym. 3:12.) Prawda musi ich coś kosztować. Wierność Panu, muszą drogo opłacić. Jak jest powiedziane: "Jeżeli jesteście bez karania, (ćwiczenia nauki) tedyście bękartami, a nie synami." (Żyd. 12:8.) Jeżeli Pan Bóg daje zadowolenie serca, kto to może zniszczyć? To posiada każdy, co znajduje się w harmonii z Bogiem, w którego sercu panuje pokój? To jest jedno z największych błogosławieństw. Pokój ten otrzymują ci, co wiernie starają się postępować śladami Jezusa. Ci mają Ucieczkę, o której nikt nie wie oprócz tych, co są Jego. Żadna krzywda nie może się im stać w tym Schronieniu; żadna burza nie może nam zaszkodzić ani poruszyć, gdy jesteśmy ugruntowani na Opoce Wieków, bo "wiemy, iż tym, co miłują Boga, wszystkie rzeczy pomagają ku dobremu, to jest tym, którzy według postanowienia Bożego powołani są." (Rzym. 8:28.) A jak na Hijoba przyszły potem błogosławieństwa, które przeważyły jego krótkie stosunkowo cierpienia, tak się rzecz ma z ludem Bożym.

W.T.5878-1916


Rozmyślania na Nowy Rok

Początek nowego roku jest odpowiednią porą na poważne rozmyślania tak nad tym, co już minęło, jak i nad tym, co należy jeszcze do przyszłości. Rozważając o przeszłości spostrzegamy jak wiele mamy powodów do dziękowania dobrotliwemu Bogu. Dostąpiliśmy największej laski Bożej w tym, że poznaliśmy prawdę, która objawiła nam przywilej stania się synami i dziedzicami Bożymi a współdziedzicami z Jezusem Chrystusem w dziedzictwie nieskazitelnym, niepokalanym i niezwiędłym, dla wybranych w niebiesiech zachowanym; mamy więc nieustanny powód do głębokiej wdzięczności Bogu. Zaiste wielką była łaska, która pokazała nam nadzieję wiecznego żywota dla ludzkich synów Bożych - nadzieję powrotu do łaski Bożej i Jego podobieństwa, jakie posiadał na początku nasz rodzic Adam. Wielką była nasza radość, kiedy przyswoiliśmy sobie te obietnice i poznaliśmy, że legalnie, przez zasługę drogiej krwi Chrystusowej przelanej dla naszego odkupienia, przeszliśmy z śmierci do żywota i że w naznaczonym czasie możemy ten wieczny skarb, wraz z przywiązaną doń chwałą, otrzymać. Lecz ponad to wszystko są one "wielkie i kosztowne obietnice," dla tych z klasy usprawiedliwionych, którzy zostali powołani, aby według postanowienia Bożego stali się Oblubienicą i współdziedzicami Jego Syna miłego.

W dodatku do tych chwalebnych nadziei i obietnic, było ono błogosławione przeświadczenie, jakieśmy mieli w minionym roku, a wielu z nas przez wiele lat, że chociaż idziemy w dolinie cienia śmierci, jak to wyraża się Psalmista odnośnie doczesnego życia, to jednak chroniąca laska i rózga naszego Pasterza są nam pociechą i osłoną. Jak często przyjazne zagięcie pasterskiej laski wstrzymało nas od zbłądzenia na manowce i utrzymało nas nadal na wąskiej drodze; podobnie ćwicząca rózga budziła nas raz po raz z duchowego letargu i zachęcała nas do dalszego biegu. W chwilach takich - w chwilach doświadczeń, ćwiczeń i chłosty, wspominaliśmy sobie pocieszające słowa: - "Synu Mój, nie lekce sobie poważaj kaźni Pańskiej, a nie trać serca, gdy od Niego bywasz karany; albowiem kogo Pan miłuje, tego karze, a smaga każdego, którego za syna przyjmuje. Jeźli znosicie karanie Bóg się wam ofiaruje, jako synom, albowiem któryż jest syn, którego by ojciec nie karat? A jeżeli jesteście bez karania, którego wszyscy są uczestnikami, tedyście bękartami a nie synami." - Żyd. 12:5-8 "Gotujesz stoi przeciwko nieprzyjaciołom moim."

Duchowo mieliśmy obfitość Boskich łask, podczas gdy w doczesnych rzeczach, jakimikolwiek one były, mamy zapewnienie, że wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu tym, którzy miłują Boga. Dlatego też zrozumieliśmy, że pobożność z zadowoleniem jest wielkim zyskiem, mając obietnice żywota teraźniejszego (dokąd Bóg nam tu żyć pozwoli), a także przyszłego. Przeto możemy zawsze zanosić dzięki Bogu, co też czynimy. Czyż nie należy nam oddawać Jemu nie tylko uwielbienie warg naszych, ale i wonności prawdziwego poświęcenia się Jemu przez cały rok, który teraz rozpoczynamy. Wielce umiłowani! poświęciliśmy się dziś ponownie Panu - nie w znaczeniu powtórzenia onego poświęcenia, które uczyniliśmy raz na zawsze, może już kilka lat temu, ale raczej w znaczeniu odświeżenia i wzmocnienia tego przymierza. Powiedzmy naszemu drogiemu Panu, że jeszcze wciąż się czujemy, iż należymy do Niego, że chcemy być Jego własnością i że pragnieniem naszym wciąż jeszcze jest, aby nasza ofiara paliła się na ołtarzu ofiarniczym, przez cały rok i nadal, aż dokąd zostanie uzupełnioną. Ponadto czuwajmy i badajmy się codziennie, aby te nasze śluby poświęcenia wykonywać.

Patrząc wstecz spostrzegamy ze smutkiem niedoskonałości naszych nawet najlepszych wysiłków, a przed sobą widzimy ogromne przeszkody, stojące na naszej drodze, więc potrzeba nam skupić naszą słabą odwagę i wzmocnić ją obietnicą, iż Bóg udzieli nam Swej łaski i pomocy w każdej potrzebie. Mamy błogie zapewnienie, że "Pan doda mocy ludowi Swemu." "Wzywaj Mię w dzień utrapienia," - mówi Bóg, - "tedy cię wyrwę, a ty Mię uwielbisz." (Ps 50:15.) Jako żołnierze pod naszym wielkim Wodzem, zaciągnęliśmy się do walki pewnej, a nie do niepewnej, chyba że nasze bojaźliwe serce i niewierność uczyniły ją taką. Jesteśmy też dobrze zaopatrzeni w zupełną zbroję Bożą, którą, gdy przyjmiemy i dobrze przywdziejemy, będziemy mogli odeprzeć wszelkie ogniste strzały onego złośnika. Jesteśmy również ostrzeżeni przed wszelkimi zasadzkami i niebezpieczeństwami, grożącymi nam w drodze, tak abyśmy mogli ich unikać i przezwyciężać. Jesteśmy także dobrze poinformowani o drodze i sposobach naszego Wodza, pod którego sztandar zaciągnęliśmy się; a również jakie stanowisko mamy zająć, pod Jego kierownictwem. Ponad huk i wrzawę boju możemy zawsze słyszeć Jego zachęcający, miły głos: "Nie bój się, o Maluczkie Stadko, albowiem upodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo!" Bądź dobrej myśli; Ja zwyciężyłem! Niechaj się nie trwoży serce twoje, ani się lęka! Większy jest ten, który jest z tobą, aniżeli wszyscy tobie przeciwni.

Gdy czujemy się słabymi, lub gdy ogarnia nas zniechęcenie, wspomnijmy na Jego błogą obietnicę: "Pan doda mocy ludowi Swemu," a ożywieni wiernością w Jego służbie, uwielbiać będziemy Boga, a On wyrwie nas od wszelkich nieprzyjaciół tak widzialnych jak i niewidzialnych.

Jak mamy oddawać nasze śluby?

Powyższe jest bardzo ważnym pytaniem dla każdego prawdziwie poświęconego Panu. Zauważmy więc, że gdy poświęciliśmy się w zupełności Bogu, wyraziliśmy, że dla siebie nie zatrzymamy już mc. To poświęcenie obejmuje wszystkie nasze posiadłości, nasz czas, nasze władze fizyczne, zdobycze umysłowe i wogóle wszystko. Obejmuje także wyrzeczenie się wszystkich naszych poprzednich ambicyj ziemskich, wszystkich doczesnych nadziei i celów. To owłaśnie, a nie mniej, zawiera się w zupełnym poświęceniu się Bogu. A ponadto znaczy jeszcze, że te posiadłości, oraz osobiste przymioty i kwalifikacje, które Pan nazywa talentami, mają, nie tylko być zwolnione od służenia ziemskim ambicjom itd., ale że, będąc tak zwolnione, one nie mają być bezczynne, ale zaangażowane być mają w przeciwnym kierunku - na służbę Bogu, Jego sprawie i Jego ludowi.

W przypowieści o talentach (Mat. 25:14-30) Pan zilustrował wyraźnie w jaki sposób mamy oddawać Najwyższemu śluby naszego poświęcenia się Jemu. Pan tak to określił: "Jest to jakoby człowiek precz odjeżdżający zwołał sług swoich i oddał im dobra swoje. Jednemu dał pięć talentów, innemu dwa, a jeszcze innemu jeden talent, każdemu według przemożenia jego, i zaraz precz odjechał."

Każdemu według przemożenia (zdolności) Pan ten miał ważne i wartościowe dobra do pozostawienia swym sługom, a że oni byli przez niego zaangażowani do służby, miał on zupełne prawo spodziewać się od nich wierności i pilności w ich pracy. Nie spodziewał się jednak więcej aniżeli każdy z nich byłby w stanie dokonać. Słusznie spodziewał się więcej od tego, który miał pięć talentów aniżeli od tego co miał dwa lub jeden. Możemy tu zauważyć, że przy liczeniu się ze sługami, ten, który podwoił swoje dwa talenty, był tak samo pochwalony jak ten, który podwoił swoich pięć. Obu pan powiedział: "Dobrze sługo dobry i wierny, nad małym bywałeś owiernym, nad wielem cię postanowię; wnijdź do radości pana twego." A gdyby on sługa z jednym talentem był podobnie wiernym według przemożenia swego, otrzymałby, niezawodnie, taką samą pochwałę. Zauważ także, iż przypowieść ta nie mówi o obowiązkach ludzi światowych co do używania ich talentów, a tylko o "sługach," co stosuje się tylko do poświęconych wierzących. Zauważ również, że żaden sługa nie był pozostawiony bez żadnego talentu użyteczności i odpowiedzialności. Każdy miał, jeżeli nie więcej, to przynajmniej jeden talent i za rozumne używanie tego jednego, dany sługa był tak samo odpowiedzialny przed swym panem, jak ci co mieli więcej.

Jednakowoż ów, wspomniany w przypowieści, sługa z jednym talentem, nie był wiernym swojemu panu, chociaż -widocznie chciał być nadal uważany za sługę i prawdopodobnie myślał, że zasługiwał na uznanie i nagrodę za to, że nie stracił pieniędzy swego pana na rzeczy niewłaściwe. Miał pewną pieczę nad otrzymanym talentem, nie używał go na sprzeciwianie się panu, po prostu schował go - pozostawił bezczynnym. Przy obliczaniu, ten co otrzymał jeden talent, rzekł:

"Panie, wiedziałem, żeś człowiek srogi, który żniesz, gdzieś nie rozsiewał i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał. Bojąc się tedy szedłem i skryłem talent twój w ziemię; oto masz co twego jest."

"A odpowiadając pan jego, rzekł mu: Sługo zły i gnuśny, wiedziałeś, iż żnę gdziem nie rozsiewał i zbieram gdziem nie rozsypywał; przeto żeś miał pieniądze dać tym, co pieniędzmi handlują, a ja przyszedłszy, wziąłbym był, co jest mojego z lichwą." Należy zauważyć, że sługa ten nie był takim, aby ludzie nazwali go złym. Był on po prostu gnuśnym, leniwym; chciał uchodzić za sługę, pobierać uznanie i zapłatę sługi, lecz brakowało mu rzeczywistego, czynnego zainteresowania w sprawach jego pana. Nie miał on złej woli do swego pana, był prawdopodobnie rad, że inni słudzy zachowują interes jego pana od bankructwa i rozbicia; nie wstrzymywał ich, pewno, od używania ich talentów, lecz nie odczuwał odpowiedzialności jaką na się przyjął, gdy stał się sługą, nie dosyć interesował się sprawami swego pana. To też jako sługa nie dosyć wierny, i gnuśny, on w rzeczywistości pogwałcił swoje przymierze (umowę) z panem, był więc "złym sługą," niegodnym zaufania i szafarstwa i nad większymi rzeczami, przy powrocie pana.

Pamiętajmy jednak, że to i nie było rzeczywistością; było tylko przypowieścią, użytą na zilustrowanie rzeczywistości. Jeżeli ilustracja ta pasuje do twej sprawy, niechaj wpływ tego nie będzie stracony dla ciebie. Celem tej przypowieści jest, aby takich właśnie rozbudzić z letargu, aby przez wykazanie im ich odpowiedzialności i obowiązków, mogli zrozumieć swoje braki. Czynność w służbie Bożej do stopnia naszych zdolności i talentów, jest tym, co Pan ma prawo spodziewać się od wszystkich, którzy mienią się być Jego sługami, i tego właśnie On się spodziewa. Jeżeli tedy posiadasz tylko jeden talent, nie zagrzebuj go, ale uprawiaj i używaj go gdzie tylko i na ile tylko możesz, w tym wielkim dziele, które mu już poświęciłeś swe życie.

Komu więcej dano, więcej od niego spodziewano się.

Ci co posiadają wiele talentów niechaj dopilnują aby też byli wiernymi do stopnia swych zdolności nie kontentując się -wykonaniem tyle tylko ile ten o jednym talencie wykonać powinien. Ktoby kontentował się taką proporcją służby, nie byłby dobrym i wiernym sługą i nie mógłby spodziewać się uznania Pańskiego "Dobrze sługo wierny!" Pańskie uznanie będzie dane tylko tym, którzy są wiernymi do stopnia ich zdolności i sposobności.

Ci co poznawają Prawdę i poświęcają się Panu zanim jeszcze obarczeni zostali większymi troskami o ten żywot, którzy nie mają jeszcze rodzinnych zobowiązań i znajdują się przy dobrym zdrowiu, mają co najmniej dwa talenty - czas i zdrowie - które mogą i powinni zużyć w służbie Pańskiej, jak najlepiej mogą. Są inni, posiadający talent pieniędzy, lub talent handlu i tacy również powinni dobrze rozważyć jak używają tych talentów. Czy używają je przeważnie na rzeczy zbytkowne, na nadmierną obfitość dobrych rzeczy doczesnych, czy to dla siebie czy dla rodziny? Czy też może skarbią sobie skarby na ziemi - w bankach, posiadłościach, w wartościowych bonach, akcjach i obligacjach, aby wzbogacić się, i rozwinąć ducha pychy w przyjaciołach lub dzieciach, którzy, po ich śmierci, będą się może kłócić o ich majątek?

Talenty nasze, jakie powinny być używane w służbie Pańskiej, składają się z takich rzeczy i sposobności, które pozostają po rozumnym zaspokojeniu potrzeb własnych i rodzinnych, a także po właściwym zaopatrzeniu się na jakie nieszczęście, na chorobę, na starość itp. Wszystko co ponadto powinno być w czynnej służbie Pańskiej, czy byłoby tego dużo lub mało. Jeżeli posiadamy pięć talentów, używamy tylko jeden lub dwa, to jak możemy spodziewać się Pańskiego:

"Dobrze sługo dobry i wierny?" Czyż nie zobowiązaliśmy się wszystko oddać i używać dla Pana ? - nasze pieniądze, nasz czas, nasze wpływy i nasze wszystkie władze umysłowe jak i cielesne? Jak wiernymi więc byliśmy w roku ubiegłym? Jak stoimy przed ławą naszego własnego sądu? i jak wiernymi będziemy w tym nowym roku? Po zaopatrzeniu się w rzeczy słuszne i uczciwe dla siebie i dla tych co od nas zależą, starajmy się rozsądnie używać nasze talenty na tę sprawę, o której mówimy, że jest najważniejszą sprawą naszego życia. Są to punkty prawdziwej wierności i prawdziwego przywiązania. Rozważmy to dobrze; nie lekceważmy tej sprawy.

Dawne sposobności stracone

Zauważmy jeszcze co Pan ma do powiedzenia o słudze "złym i gnuśnym." Oto Jego słowa:

"Weźmijcie od niego ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów; albowiem każdemu, który ma (używa posiadane talenta), będzie dano i obfitować będzie; a od tego, który niema (nie używa swych talentów), i to co ma, będzie od niego odjęte. A niepożytecznego sługę wrzućcie do onych ciemności zewnętrznych, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów." Orzeczenie "ciemność zewnętrzna" jest tu użyte jako kontrast do wewnętrznej światłości świętego miejsca łaski i społeczności z Bogiem, przedstawionego w obrazowym Przybytku, -w Izraelskim Namiocie Zgromadzenia. Próba następuje przy wtórym przyjściu Pana. Wierni słudzy mają wtedy wejść do zupełniejszych radości, przywilejów i błogosławieństw, podczas gdy niewierni pójdą do ciemności tego świata, czyli do ciemności błędu i nieświadomości względem Boskich zamysłów i dróg, a ich zaniedbane sposobności do większej służby, dane będą w nagrodę tym, którzy już okazali się robotnikami pilnymi i wiernymi, za co w słusznym czasie otrzymają zupełną i hojną nagrodę.

Rozumiejąc i naukę naszego Pana w taki sposób, widzimy że nasze najlepsze zabezpieczenie jako synów Bożych i współdziedziców Chrystusowych, jest czynna służba dla prawdy. Ktoś może powie: Ja nie widzę, aby wielu to czyniło. To prawda; bardzo mało będzie tych, co będą to czynić; lecz tych kilku są prawdziwymi klejnotami Pańskimi. Czy i ty jesteś jednym z nich? Jest to zaiste punkt godny zastanowienia! Bez względu jak mało jest takich, lub czy ty kiedy widziałeś lub znałeś któregokolwiek z tych, to wcale nie zmienia warunków naszego powołania. "Tać jest droga, chodźcie po niej." (Izaj. 30:21.) Jeden przynajmniej kroczył tą drogą. Upatruj Jego śladów i idź za Nim, a "On doda mocy ludowi Swemu," chociażby ci przyszło postępować samemu, jak On postępował, bez żadnego pocieszającego współtowarzysza.

"Oto Jestem Z Tobą"

Nie mysi jednak, że postępujesz tą wąską drogą sam. Pan ma obecnie poświęcony lud, gromadkę wiernych sług, którzy, z poświęceniem wszystkich swoich talentów, idą naprzód po tej drodze wąskiej. Znamy niektórych takich po nazwisku, oraz z ich charakterów i z ich stałej, postępowej pracy w tym chwalebnym dziele. Nie wielu z nich mają po pięć talentów, lecz znaczna ilość ma po dwa lub trzy, a niektórzy tylko po jednym. Cicho i bez rozgłosu postępują oni codziennie, ogłaszając cudowne słowa żywota, a Bóg jest z nimi i prowadzi ich. Serca ich przepełnione są radością i nadzieją, i bezpiecznymi są w tym obecnym złym dniu. Niema ludzi z tak jasnym wyrozumieniem i z taką oceną prawdy jak są ci, którzy w zupełności oddali się jej na służbę.

Niechaj tedy wszyscy, którzy chcą biec w tym zawodzie z powodzeniem, dopilnują swej gorliwości i pilności w pracy Pańskiej. Jeżeli zagrzebiemy jeden lub więcej z naszych talentów pod brzemieniem ziemskich trosk lub okoliczności, które możnaby zaniechać lub usunąć na stronę; jeżeli zagrzebiemy je pod światową ambicję dla siebie lub rodziny czy to przez tracenie poświęconego czasu na świecką umiejętność, filozofię, muzykę lub inny artyzm, albo na interes, politykę, przyjemności lub schlebianiu swej pysze i swoim upodobaniom - to, jako słudzy niewierni, rychlej lub później wejdziemy do ciemności zewnętrznej, będąc pochwyceni jakimś sidłem obecnych "dni złych" i wciągnięci coraz dalej w różne błędy.

Zauważmy dobrze, że co do takich niewiernych sług, nie jest sprawą, że oni mogą dostać się do zewnętrznej ciemności, do błędu, ale że muszą. Rozkaz Pana jest stanowczy i zdecydowany; "Niepożytecznego sługę owrzućcie do onych ciemności zewnętrznych." Światłość teraz świecąca nie jest dla niewiernych sług, ale dla wiernych; i bez względu jak światłymi mogli być niewierni, jak jasno wyrozumiewali głębokości Boże, i bez względu jak radowali się nimi, jeżeli nie umiłowali tych rzeczy o tyle, aby służyć im i poświęcać dla nich pewne osobiste wygody, są tych rzeczy niegodni i muszą iść do zewnętrznej ciemności ogólnego świata. Tak ich jak i ludzi tego świata, doznany zawód względem ich teoryj i planów, w czasie ucisku, doprowadzi do przepowiedzianego płaczu i zgrzytania zębów.

Wierność zawiera w sobie czynność

Jest to godnym uwagi faktem, że nie zauważyliśmy takiego wypadku, gdzie ktoś będący w prawdzie, dałby się usidlić jakimkolwiek sidłem obecnych zwodniczych czasów, dokąd był bardzo czynnym i energicznym w pracy Pańskiej; którego najgłówniejszym celem i staraniem było ogłaszać prawdę w miłości, ku błogosławieństwu drugim. Takim Pan mówi: "Dość masz na łasce Mojej." - "To czyniąc nigdy się nie potkniecie; i hojne dane wam będzie wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa." - 2 Kor. 12:9. 2 Piotra 1:10-11.

Niechaj tedy hasłem naszym w tym roku będzie: "Przywiązanie do sprawy Pańskiej" i niechaj każdy z nas wyryje na sercu swym tę chwalebną obietnicę: "Pan doda mocy ludowi Swemu." Bądźmy "Jego ludem" wiernym i jak najusilniej starajmy się wiernie używać tej obiecanej mocy; albowiem wiernym jest Ten, który obiecał i który też dotrzyma Swej obietnicy.

Jeżeli więc tobie brak mocy do wiernego używania swego talentu, to sam jesteś temu winien, a nie Bóg. Może Jego służba nie jest dosyć bliską twemu sercu, albo też nie używasz mocy, której On Swoim wiernym dostarcza. "Pan doda mocy ludowi Swemu" - Swoim poświęconym, wiernym sługom - tym, którzy używają ku chwale Jego, wszystkie talenty Jemu poświęcone, bez względu jak mało ich posiadają.

Noworoczne Życzenia

Naszym noworocznym pozdrowieniem i życzeniem jest: "Niech Wam błogosławi Bóg." To stosuje się przede wszystkim do tych najbliższych i najdroższych, -w związce chrześcijańsko-bratniej społeczności i w teraźniejszej prawdzie. Następnie odnosi się do wszystkich, którzy ufają w drogocenną krew Chrystusową, w której jedynie jest przebaczenie i pojednanie z Bogiem, tudzież podstawa do chrześcijańskiego braterstwa. Dalej, stosuje się do świata, wciąż jeszcze ciemnego i głuchego na wielkie zbawienie Boże, lecz mającego obietnice Nowego Przymierza "w słusznym czasie." W końcu stosuje się także do tych, co sprzeciwiają się nam i mówią wszelkie zło przeciwko nam, kłaniając dla Chrystusa - z powodu, że nas może źle rozumieją, gdy zgodnie z powyższym rozważaniem, staramy się zużywać nasze talenty, głosić prawdę miłości, "naśladować pokoju z wszystkimi (a szczególnie z domownikami wiary) i świętobliwości, bez której żaden nie ogląda Pana." - Żyd. 12:14.

Wszystkim życzymy błogosławieństwa Bożego, które gdy jest we właściwym duchu przyjęte, czyni każdego prawdziwie bogatym i nie dodaje smutku. Jeżeli za naszych nieprzyjaciół i za świat modlimy się o otworzenie ich ócz wyrozumienia, to z pewnością, że wraz z Apostołem możemy tak samo modlić się za naszych "braci" (chociaż nie są w bliższej społeczności z nami), a także za nas samych - o coraz szersze otworzenie naszych, jak i ich ócz wyrozumienia. Słowa Apostoła są: "Dlatego skłaniam kolana swoje przed Ojcem Pana naszego Jezusa Chrystusa ... abyście mogli doścignąć z wszystkimi świętymi, która jest szerokość, długość, głębokość i wysokość; i poznać mi(ość Chrystusową, przewyższającą wszelką znajomość." - Ef. 3:14-19.

W.T.3695-1906

Odpowiedzi na pytania:

Czy Nabuchodonozor, król babiloński, po skończonej jego siedmioletniej degradacji w obłędzie, był jeszcze władcą nad Babilonem? Jeżeli tak, to jak długo jeszcze panował?

Że po swoim wyzdrowieniu z przepowiedzianej naprzód choroby umysłowej, Nabuchodonozor powrócił jeszcze do władzy królewskiej, wynika dość wyraźnie z jego własnego oświadczenia, które zapisał w swej księdze prorok Daniel (4:34-37), Jako czytamy: "Po skończeniu się onych dni (siedmiu latach obłędu) podniosłem ja Nabuchodonozor w niebo oczy moje a rozum mój do mnie się zaś wrócił i błogosławiłem Najwyższego; .... tegoż czasu rozum mój wrócił do mnie, a do sławy królestwa mego ozdoba moja i dostojność moja wróciła się do mnie; nadto hetmani moi i książęta moi .szukali mię, a na królestwie mojem zmocniłem się i wielmożność większa mi jest przydana."

Oświadczenie: "Na królestwie mojem zmocniłem się," zdaje się dowodzić, że Nabuchodonozor nie tylko iż otrzymał władzę królewską po owej siedmioletniej chorobie umysłowej, ale że w zupełności nie stracił jej nawet w okresie choroby. Historycy podają, że był to monarcha o niezwykłych przymiotach i zdolnościach, a ponieważ choroba ta przyszła na niego; gdy znajdował się u szczytu swej królewskiej chwały i popularności, wnosić możemy, że żaden z jego doradców i współrządców Babilonu nie odważył się skorzystać z jego nieszczęścia i przywłaszczyć sobie tytuł i berło królewskie. Dodatkową podstawę do takiego wniosku mamy i z tego faktu, że bliskim doradcą (a prawdopodobnie i przyjacielem) na dworze królewskim był Daniel, który, przez wyłożenie owego snu królowi - Dan. 4:4-25), wiedział naprzód o nieszczęściu, jakie spaść miało na Nabuchodonozora i jak długo miało ono trwać. A człowiek tak wierny Bogu jak był Dawid, był też wierny swemu królowi, który, jako dla jeńca wojennego (Dan. 1:3-6), okazał Danielowi wielką łaskę i hojność, gdy postanowił go "panem nad wszystką krainą Babilońską" (zdaje się, że to znaczy, iż wyniósł go do bardzo wysokiego stanowiska w rządzie); a za jego doradą trzech innych Hebrajczyków wyniósł do wysokich urzędów (Dan. 2:48-49). Tych czterech mężów (Daniel, Sadrach, Mesach i Abedneg) z pewnością przyczyniło się najwięcej do tego, że rządy nad Babilonią były nadal sprawowane w imieniu Nabuchodonozora (w owych siedmiu latach jego choroby), a o właściwym charakterze jego choroby prawdopodobnie mało kto w Państwie wiedział. Był on nominalnie królem, nawet w czasie swej choroby Dlatego też w swej deklaracji, wydanej po wyzdrowieniu, on nie mówi, że królestwo moje było mi przywrócone, ale: "na królestwie mojem zmocniłem się," a także: "sława, ozdoba i dostojność moja wróciła się do mnie." Gdy był w obłędzie, myśląc o sobie, że jest zwierzęciem i domagając się trybu życia zwierzęcego (do żądania jego zastosowano się, był trzymany prawdopodobnie gdzieś w parku królewskim, na wolnym powietrzu, ma się rozumieć pod dalekim od sławy, ozdoby i dostojności królewskiej; lecz tytułu króla prawdopodobnie nie stracił. ścisłym nadzorem i opieką odpowiednich, sług), był on

Jak długo Nabuchodonozor królował jeszcze po swoim wyzdrowieniu, tego dowiedzieć się nie możemy z Biblii ani zapisków historycznych. Z niektórych zapisków biblijnych możemy jednak wnosić, że nie długo, może kilka miesięcy, albo najwyżej parę lub kilka lat. Czas jego śmierci podany jest na 37-my rok po zaprowadzeniu Joachyna, króla judzkiego, do Babilonu. Napisane jest, że w tym roku rozpoczął panować nad Babilonią Ewilemerodach (2 Król. 25:27), który był synem Nabuchodonozora i następnym po nim królem. Wynikałoby z tego, że Nabucbodonozor umarł około roku 26-go po zdetronizowaniu Sedekiasza, ostatniego króla judzkiego. Wnosimy więc, że z upadkiem państwa Judzkiego skończył się dla Nabuchodonozora okres wojen, a rozpoczął się okres wielkiej budowy państwa. Na tak wielkie dzieło rozbudowy, jakie historycy jemu przypisują, musiało mu zająć conajmniej 15 do 18 lat. Chorobą obłędu rażony został po ukończeniu dzieła rozbudowy (Dan. 4:30); jeżeli przyjmiemy, że było to 15-18 lat po zdetronizowaniu Sedekiasza i rozpoczęciu rozbudowy, to wychodziłoby na to, że po wyzdrowieniu z siedmioletniego obłędu, żył i panował jeszcze od roku do Czterech lat.

Przyp. autora strony: Końcówka przedostatniego akapitu ma prawdopodobnie poprzestawiane wyrazy, uniemożliwiające jednoznaczą interpretację. Pozostawiłem je w kolejności takiej jak w oryginale.

Słyszałem pewnego brata starszego, czyniącemu takie oświadczenie: "Wszystkiemu złemu, jakie jest na świecie, winien Bóg." Zapytuję więc, czy to jest prawdą, w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa?

Nie, stanowczo nie! Takie oświadczenie nie tylko że jest niewłaściwe i nieprawdziwe, ale jest ono po prostu bluźnierstwem przeciwko Bogu. Twierdzić, że wszystkiemu złemu na świecie winien Bóg, byłoby, naszym zdaniem, większą zniewagą dla Boskiego charakteru aniżeli jest nauka o wiecznych mękach. Jeżeli więc brat będący w prawdzie wypowiedział takie zdanie, to chyba tylko przez omyłkę lub nie, wysłowił się odpowiednio, a nie iżby sprawę tak pojmował i świadomie, z rozmysłem tak uczył. Gdyby zaś to tak pojmował, byłoby dowodem, że nie ma właściwego pojęcia o Boskim planie.

Nie będziemy tu określali całej filozofii sprawy, bo była ona już nieraz określana i szczegółowo wyjaśniona na łamach tego pisma i jest bardzo wyraźnie i szczegółowo wyjaśniona w wykładzie: "Dozwolenie złego i jego stosunek do Boskiego planu" (tom 1, roz. 7), który radzimy uważnie przestudiować.

Czy brat obrany na starszego może sam postanowić się przewodniczącym?

Jeżeli w zgromadzeniu obranym został tylko jeden starszy, to tym samym jest on przewodniczącym, czyli upoważnionym przedstawicielem zgromadzenia. Gdzie zaś jest więcej starszych, a zgromadzenie chce mieć jednego z nich jako przewodniczącego, to powinno to być wyrażone przez głosowanie. Jeżeli zaś zgromadzenie nie obrało żadnego ze starszych na przewodniczącego, to mogą tego dokonać obrani starsi i diakoni. Sam sobie nie powinien nikt tego stanowiska przywłaszczać.

Jeżeli brat, będąc obrany starszym, wynajduje zawsze wady w drugich, gromi ich, że nie postępują według Pisma itp.; czy taki ma być nadal obierany, jedynie dlatego że może dobrze mówić i tekstami smagać drugich pokorniejszych od niego?

Zasadą Pisma Św. jest: "Lekarzu ulecz wpierw samego siebie." (Łuk. 4:23.) Kto chce drugich napominać, wady ich publicznie strofować itp., baczyć musi aby sam dorównał mierze przez siebie głoszonej. Mania wynajdywania wad, osobistego publicznego strofowania lub gromienia drugich, jest brzydką wadą i ktokolwiek ją posiada, powinien jak najusilniej starać się z niej wyłamać. Publiczne strofowanie powinno być bardzo rzadkie i tylko w wyjątkowych wypadkach jawnego grzeszenia. W zwykłym nauczaniu starszy nie powinien nigdy posługiwać się tą nieprzystojną metodą wytykania drugim ich wad, gromienia ich lub itp. starszy sam ma być przykładem wiernych w mowie, w obcowaniu, w miłości, w duchu, w wierze, w czystości i w innych cnotach (1 Tym. 4:2), lecz drugich ma nauczać w cichości, a nawet ma umieć "złych cierpliwie znosić." (2 Tym. 2:24-25.) Kto zaś tego nie umie i w kazaniach swoich lubi zawsze posługiwać się przesadną krytyką różnych ludzi, wyznań a nawet współbraci, ten nie nadaje się na pod-pasterza trzody Pańskiej i lepiej byłoby, tak dla trzody jak i dla niego, gdyby nie był obierany.

Jeżeli podczas wspólnego badania ktoś stawia pytanie, to czy przy końcu ma też odpowiedzieć do swego pytania? Oraz czy przewodniczący ma przedtem odpowiadać czy dopiero na ostatku?

Nie uważamy aby w tym względzie potrzebną była pewna ustalona reguła. Lecz właściwą metodą naszym zdaniem, byłoby dać pytanie pod dyskusję innym uczestnikom zebrania, w końcu niechby i ten co stawił pytanie, w krótkości coś powiedział, a na ostatek krótkie zsumowanie może podać przewodniczący. Powinien jednak baczyć, aby za długo się nie rozwodzić, nie powtarzać tego co już inni wypowiedzieli, nie ośmieszać myśli przeciwnych i aby nie być zbyt dogmatycznym.