|
Nasze podejście do grzechu
OLIVIER KWARCIAK
"Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości,
społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego,
oczyszcza nas od wszelkiego grzechu" - 1 Jana 1:7.
Drodzy bracia i siostry, chciałbym wam przedstawić
osobistą refleksję nad grzechem, nad tym, co
według mnie jest złym podejściem do grzechu. Przedstawię
braterstwu moje myśli, moje odczucia, czasem
moją ocenę, czasem mój ból. Być może słowa moje będą
zbyt ogólne, być może dla niektórych czasem trochę
niesprawiedliwe, ale chcę w szczerości swojego serca
wynurzyć przed wami swoje myśli i poddać je pod
waszą refl eksję i ocenę. Czasem mówię więc o sobie,
podając swoje uczucia w pierwszej osobie. Te osobiste
słowa i uczucia nie muszą być uczuciami wszystkich
braci, ale wierzę, że nie są one też odosobnione.
Daj, Panie Boże, aby moje słowa, czasem surowe,
stały się źródłem refl eksji nad sobą i źródłem pozytywnej
zmiany w nas samych, jak i w naszej relacji
z Tobą i z braćmi.
"Każdy, kto w nim mieszka, nie grzeszy; każdy, kto grzeszy,
nie widział go ani go nie poznał. Dzieci, niech was nikt nie
zwodzi; kto postępuje sprawiedliwie, sprawiedliwy jest, jak
On jest sprawiedliwy. Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż
diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby
zniweczyć dzieła diabelskie. Kto z Boga się narodził, grzechu
nie popełnia, gdyż posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć,
gdyż z Boga się narodził" - 1 Jana 3:6-9 (BW).
Zacytowane wersety przemawiają do nas swoją
mocą i swoją prostotą.
Każdy z nas czytając te słowa chciałby móc powiedzieć:
"Nie grzeszę, nie mam nic wspólnego
z diabłem; zostałem spłodzony z Boga, więc nie
mogę grzeszyć".
Ale kiedy się zastanawiamy i zadajemy sobie pytanie
wynikające z tego zdania: "Czy ja jestem bez
grzechu?", odpowiedź brzmi jasno: Nie.
Chciałbym móc powiedzieć: "Ja nie grzeszę, ja jestem
z Boga, radzę sobie z moimi słabościami, mam
swoje sprawy uregulowane z Bogiem i z braćmi, potępiam
grzech, a nie grzesznika i potrafi ę oddzielić
te dwie sprawy".
Na szczęście przychodzi nam na pomoc teologia,
nauka o tym, że człowiek jest grzeszny, a Nowe
Stworzenie nie grzeszy. Piękna nauka, o której nam
mówi również ap. Paweł w swoim liście do Rzymian.
Ale nie myślę, że należy tej nauki używać do tego, by
siebie usprawiedliwiać, ponieważ ap. Paweł, mówiąc
o tym (7 i 8 rozdział Listu do Rzymian), przypomina
o tym, że my powinniśmy być duchowi... a grzech
jest połączony z naszą cielesnością. Wniosek jest jednoznaczny:
Jeżeli grzeszymy, oznacza to, że jesteśmy
zbyt cieleśni albo zbyt mało duchowi.
Chciałbym postawić postulat: W naszej społeczności
mówimy zbyt mało o grzechu, o tym, jak sobie
z nim radzimy czy też nie radzimy.
Dzisiejsze statystyki w Polsce, jak i na całym świecie,
są jednoznaczne: ilość rozwodów ciągle rośnie.
Rośnie też liczba dzieci, które są wychowane przez
jednego rodzica. Człowiek jest w centrum, liczy się indywidualność: dziś bycie egoistą jest czasem uznawane
za pozytywną cechą charakteru. Dziś miarą
sukcesu jest wysokie wykształcenie i wysoki stan
konta. Żyjemy w czasach wolności: wolności słowa,
wolności przejazdu, wolności wymiany ekonomicznej,
ale też wolności seksualnej. Taki jest dzisiaj świat.
Ludzie się zmieniają, wartości się zmieniają, wzory dla
naszej młodzieży się zmieniają, wychowanie w szkole
się zmienia, życie ludzi się zmienia... A my żyjemy
w tym świecie, ale nie jesteśmy z tego świata. Jednak
żyjemy w tym świecie, nasza młodzież się kształci
w najlepszych szkołach, mamy bardzo bliską styczność
z dzisiejszym światem.
I nie jest tak, że jesteśmy wolni od pewnych rzeczy,
które dotykają świat. I nie jest tak, że wystarczy tylko
powiedzieć, że my powinniśmy być wolni od tych
złych rzeczy, że prawdziwy chrześcijanin do pewnych
rzeczy nie dopuści. A jednak i w naszej społeczności
znamy przykłady rozwodów, znamy przykłady cudzołóstwa,
i nie dotyka to tylko tych "nowych", tych
nowo nawróconych.
Te przypadki zadają ból naszej społeczności. Wolelibyśmy
powiedzieć: "U nas nie ma rozwodów, nie
ma cudzołóstwa, nie ma grzechu". W palecie grzechów
szczególnie wyróżniamy właśnie te dwa grzechy, ponieważ
one najbardziej bolą, ponieważ dotykają sfery
moralności. Mówiąc o grzechu, mówimy właśnie
o tych dwóch grzechach, potrafi my je wyliczyć (nie
są znowu takie częste), wyizolować, zmarginalizować
nazywając je "przypadkami", odseparować i odciąć się
od nich mówiąc, że to świat, że to wpływ świata...
I co robimy? Jakie jest wtedy nasze podejście? Czy
zastanawiamy się nad powodami grzechu? Czy wystarczająco
mówimy o nim? Czy umiemy reagować
na grzech? Czy potrafi my pomóc grzesznikowi? Czy
potrafi my zachowywać się wobec grzeszników? Czy
nie należałoby reagować, zanim dojdzie do rozwodu
czy cudzołóstwa? Czy nie było wcześniej sygnałów
ostrzegawczych? Czy cudzołóstwo i rozwód nie są już
rezultatem innych grzechów, których nie wyłapujemy,
których nie chcemy zauważać? Czy wystarczająco
dużo mówimy o grzechu, tym codziennym? Pewnie
niektóre zbory radzą sobie lepiej od innych, pewnie
nie napotykamy też wszyscy na dokładnie takie same
problemy - zachęcam jednak wszystkich do szczerej
odpowiedzi na te pytania.
I sobie zadaję pytanie: Czy ja też nie jestem grzesznikiem?
I dalej: Czy ktoś mi pomaga uporać się z
moim grzechem? Czy ktoś mówi mi o tym, jak grzech
się rodzi? Czy ktoś przestrzega mnie, bym przez swój
grzech nie zaprzepaścił tego, co Bóg mi dał - bym nie
zaprzepaścił swojego duchowego życia? Czy ktoś codziennie
mnie napomina, bym nie grzeszył? Szczerze
odpowiedzieć na te pytania nie jest łatwo.
Zastanawiam się także: Czy koncentrując swoją
uwagę wyłącznie na tych "ciężkich" grzechach, nie
oczyszczam swojego sumienia, myśląc, że nie jest
przecież ze mną tak źle, ponieważ nie rozwodzę się,
nie cudzołożę.
Ale czy nie ma innych grzechów? Czy zbyt "lekkie"
podejście do "małych" grzechów nie może mnie doprowadzić
do tych "ciężkich", "wielkich"?
Jaki jest mechanizm grzechu? Jak on powstaje?
Skąd się bierze?
Zastanawiam się. Obserwuję. Być może jestem zbyt
surowy w swojej ocenie albo moja ocena jest zbyt
ogólna, ale stwierdzam na samym początku: czuję,
że jest coś nie tak, czuję, że nasze podejście nie jest
odpowiednie. Czuję, że grzech wprowadził między
nami brak szczerości. Czuję, że Szatan się cieszy patrząc,
jak czasem kłócimy się o słowa, a nie radzimy
sobie z naszym życiem.
Boimy się mówić o grzechu, ponieważ tak samo jak
trudno nam oddzielić grzech od grzesznika, tak trudno
nam odróżnić ciało Nowego Stworzenia i Nowe
Stworzenie. Czytamy, że człowiek zrodzony z Boga nie
grzeszy. Boimy się, by nasze grzechy, nasze słabości
nie wychodziły na jaw i nie zepsuły tego obrazu, który
mówi, że u nas jest wszystko w porządku. Boimy się,
by o naszych grzechach, naszych słabościach nie dowiedział
się nasz zbór... bo boimy się oceny innych,
tego jak inni będą nas widzieli, tego, czy znajdziemy
zrozumienie. Bójmy się Boga, bójmy się sądu Bożego,
prośmy Boga o przebaczenie naszych grzechów.
Brak pokuty, brak szczerego podejścia do siebie: "Ja
jestem grzesznikiem, może nie rozwodnikiem, może
nie cudzołożnikiem... ale czy na pewno, czy na pewno
nie cudzołożę?" - przypominają mi się słowa z Mat.
5:28 "A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na
niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo
w sercu swoim" (BW) i zastanawiam się ponownie:
Czy ja na pewno nie jestem cudzołożnikiem?
Czytam przykazanie o nie zabijaniu i jestem
wdzięczny Panu Bogu, że chociaż są rozwodnicy
i cudzołożnicy, to z tym grzechem sobie jako społeczność
radzimy. Ale znów czytam w Mat. 5:21-22
"Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz
zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam,
że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie
pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie
przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie
w ogień piekielny" (BW). I znów moja pewność siebie
znika. Słowa Jezusa są jasne, ostre i jednoznaczne.
I zastanawiam się: Czy ja na pewno nie jestem cudzołożnikiem?
Czy nie gniewałem się na brata? Czy
nie zasługuję na sąd? Czy Bóg mnie osądzi w inny
sposób, niż ja osądziłbym tego strasznego grzesznego
brata, którego z czystym sumieniem wyłączyłbym za
cudzołóstwo? Mamy czyste sumienie: sprawa wyszła
na jaw, trzeba zareagować zdecydowanie, potępić
grzech... Tak potępić grzech, wyłączyć grzesznika.
A ja dalej jestem czysty... Nie jestem taki pewny, że ten mechanizm jest właściwy. Nie mam już tego
poczucia pewności. I zastanawiam się: Być może ja
też powinienem być wyłączony? Być może też nie
zasługuję na społeczność z Chrystusem, bo ja też
jestem grzesznikiem... Ale na szczęście nikt o niczym
nie wie. Na szczęście radzę sobie z tym wszystkim...
Na szczęście JA swoje sprawy reguluję z Bogiem...
Na szczęście moje grzechy są o wiele mniejsze niż
tego hipotetycznego brata, o którym wspominałem
wcześniej. Rozmyślam nad grzechem i czuję się źle,
ponieważ mam wrażenie, że okłamujemy się wzajemnie
i okłamujemy samych siebie.
Uczucie, które grozi każdemu chrześcijaninowi,
że generalnie nie jest tak źle, poczucie samozadowolenia,
milczenie, zamykanie oczu na pewne sprawy,
brak wrażliwości na te małe grzechy - to uczucie
nie jest mi obce, ale sprawia, że czuję się źle. Grzech,
cielesność, poczucie, że "nie jest tak źle", wpływa na
sytuację w naszych zborach, ponieważ grzech wprowadza
brak szczerości, a brak szczerości wobec braci
i sióstr sprawia, że oddalamy się od Boga i Jego słów.
My możemy czuć się dobrze: sytuacja znana, każdy
się nauczył funkcjonować w tej sytuacji; jeden lepiej,
drugi gorzej; jeden czuje się dobrze, drugi źle; jeden
potrafi w sobie rozróżnić ciało Nowego Stworzenia od
Nowego Stworzenia, które nie grzeszy, a drugi nie. Ten
drugi często czuje się gorszy od pierwszego bo grzeszy,
bo czuje ciężar grzechu, bo nie ma wystarczająco dużo
siły, by iść "od zwycięstwa do zwycięstwa"...
Ogólnie jest nam dobrze, mamy sytuację, w której
nauczyliśmy się działać... a skutki są opłakane,
ponieważ nie są one zgodne z czystą nauką biblijną.
Dlaczego? Z powodu naszej słabości, z powodu oddalenia
się od prostych mechanizmów biblijnych,
z powodu naszego podejścia do grzechu, które
zbudowane jest na nierozróżnianiu grzesznika od
grzechu, z powodu naszego przyzwyczajenia do tego,
że wolimy czuć się dobrze, czyli wolimy, by nasze
sumienie nas nie potępiało.
Nie jestem pewien, czy jestem w pełni w społeczności
z Chrystusem. Czy to nie jest tak, że moje grzechy,
moje poczucie zadowolenia i przekonanie, że nie jest
ze mną tak źle, już mnie odłączyły od społeczności
z Chrystusem?
Pytania cisną się do mojego serca. Te pytania
sprawiają, że czuję się źle. Czuję, że Szatan sprawił, iż
zaniedbujemy pewne podstawowe mechanizmy biblijne,
jak na przykład wyznawanie grzechów. Czuję,
że nasza ludzka natura sprawia, że chcemy być dobrze
kojarzeni - jako ten lepszy, ten, który nie grzeszy, bo
ten, co grzeszy, to "ten drugi", to ten drugi cudzołoży,
ten drugi rozwiódł się...
Czuję, że zrzucamy z siebie odpowiedzialność
podchodząc do jawnego grzechu. Kiedy podnosimy
rękę podczas głosowania o wyłączenie, to zrzucamy
część swojej odpowiedzialności uważając, że bronimy
czystości. Rzuciliśmy kamień, który dotąd ściskaliśmy
w naszych rękach. A tak naprawdę bronimy naszego
poczucia czystości, naszego systemu bez grzechu,
gdzie grzech jest na zewnątrz, a nie wśród nas.
Drodzy bracia i siostry, uwierzcie mi, proszę, że
moje słowa wynikają z mojego poczucia grzechu,
bólu wynikającego z sytuacji opisanej, ale też z miłości
do Was i przekonania, że Bóg daje nam zawsze
możliwość poprawy, zmiany. Czuję ból, ponieważ
sam jestem grzeszny, ponieważ sam przymykam
oko na niektóre swoje słabości, ponieważ sam
spędzam czasem tygodnie z poczuciem, że nie jest
ze mną tak źle... A sam jestem grzeszny... sam
potrzebuję oczyszczenia. Chciałbym, byśmy mogli
pomagać sobie w tym, by nie popadać w grzech,
a gdy zgrzeszymy, to chciałbym, abyśmy pomagali
sobie w oczyszczaniu i w tym, by nie upaść ponownie
lub by nie tkwić w grzechu. Chciałbym,
byśmy się nie okłamywali i byśmy byli szczerzy,
ale szczególnie chciałbym, byśmy byli szczerymi
i czystymi przed Bogiem.
Ta szczerość i czystość przechodzi przez potrzebę
pokuty. Potrzeba nam pokuty: paść na kolana i powiedzieć:
"Panie Boże, wybacz mi moje grzechy, wybacz
nam nasze grzechy, wybacz, że nie zauważam moich
wszystkich grzechów, ponieważ oddaliłem się od Ciebie.
Oczyść mnie, Panie Boże, z moich grzechów, bez
Ciebie zginę, bo jestem słaby, oczyść mnie hizopem,
wierzę, że krew Jezusa jest w stanie sprawić, że nawet
mój najcięższy grzech stanie się biały jak śnieg".
Zastanawiam się nad stanem swojego serca, nad
naszym poczuciem, że jest z nami dobrze, że jesteśmy
zdrowi... i zastanawiam się nad tym, czy gdyby
Jezus przyszedł z tymi samymi słowami, z którymi
zwrócił się do Izraela: "A gdy [Jezus] to usłyszał, rzekł:
Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają.
Idźcie i nauczcie się, co to znaczy: Miłosierdzia chcę,
a nie ofi ary. Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych,
lecz grzeszników" - Mat. 9:12-13 (BW) - to
czy by przyszedł do nas? Czy czujemy się grzeszni?
Czy potrafi my się ukorzyć i uznać siebie za tych, co
potrzebują pomocy?
Pytanie 1: Co to znaczy grzeszyć?
1 Jana 3:4 "Każdy kto popełnia grzech, i zakon
przestępuje, a grzech jest przestępstwem zakonu"
(BW). Grzeszyć to przestąpić Boże Prawo. Ale
jakie Prawo? Zadajemy sobie zaraz pytanie: Pod
jakim prawem my się znajdujemy? Odpowiedź
byłaby osobnym tematem, a celem tego wykładu
nie jest teologia, dlatego odpowiem najprościej:
prawo Boże. Wierzę, że tak naprawdę każdy z nas
ma świadomość, że Biblia w całości uczy nas prawa
Bożego, tego co się Bogu podoba, a co nie. Chciałoby
się powtórzyć za Dawidem: "Przysiągłem i potwierdzam:
Chcę strzec twoich praw sprawiedliwych, jestem bardzo utrapiony, Panie, ożyw mnie według
słowa swego! Racz przyjąć, Panie, dobrowolne ofi ary
ust moich i naucz mnie sądów twoich! Dusza moja
jest stale w niebezpieczeństwie, lecz o zakonie twoim
nie zapominam" - Psalm 119:106-109 (BW).
Zakon, duch Zakonu, nasze sumienie, słowa proroków,
słowa Jezusa, słowa apostołów: to jest nasze
prawo, prawo, które Pan Bóg nam dał. I powinniśmy
nie tylko znać to prawo, ale je miłować (Psalm 1:2),
by ono było w nas, by się stało częścią nas samych,
bo prawo Boże jest święte i trwa na wieki.
Można by mówić o przykazaniach zostawionych
przez Jezusa, które pokazują nam ducha Zakonu,
można by powtórzyć słowa Jakuba dotyczące prawa
miłosierdzia, ale w tym momencie chciałbym
przypomnieć tylko jedne ze słów Jezusa: "Albowiem
jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą
mierzycie, taką i wam odmierzą" - Mat. 7:2 (BW).
Jak rzadko dziś słyszymy wykłady o jednym z najprostszych
przykazań - złotej regule, która powinna
regulować nasze życie i nasze stosunki. Słowa o wiele
bogatsze niż ich ludzka wersja: "Nie rób drugiemu, co
tobie niemiłe". Biblia uczy pozytywnego podejścia. Na
tym powinna być zbudowana nasza społeczność, na
tym, co ap. Paweł nazwie później "wyprzedzaniem się
w okazywaniu miłości".
Mamy dużą znajomość i dużą świadomość, tak
więc myślę, że wiemy albo możemy wiedzieć, kiedy
grzeszymy. Kwestią jest więc raczej: Czy potrafi my
przyjąć z pełną świadomością i odpowiedzialnością
to, co podpowiada nam Biblia, nasze serce, nasze
sumienie i nasz umysł?
Pytanie 2: Czy jest gradacja
grzechu? Czy są grzechy małe
i duże?
Odpowiedź: Tak i Nie. To zależy od punktu rozpatrywania.
Tak, jest gradacja grzechu: tego nas uczy Zakon.
Popatrzmy na kary za grzechy. Kary nie są równe: za
niektóre grzechy karą była śmierć, za inne należało
wyłącznie złożyć ofiarę... Dla Boga nie każde przekroczenie
Prawa jest tak samo bolesne. Pana Boga, tak
samo jak nas, pewne grzechy bolą bardziej niż inne.
Z drugiej natomiast strony powiemy: Nie, nie ma
gradacji grzechu, ponieważ "zapłatą za grzech jest
śmierć". Prosta zasada: każdy grzech prowadzi do
śmierci. Nie ma gradacji grzechu, ponieważ nawet
robienie różnicy między braćmi (czy to z powodu
majętności czy wiedzy, czy innego kryterium naszej
ludzkiej oceny) jest przestąpieniem Zakonu, tak samo
jak cudzołóstwo czy morderstwo...
"Wy zaś wzgardziliście ubogim. Czyż nie bogacze
ciemiężą was i nie oni ciągną was do sądów? Czy
to nie oni zniesławiają zacne dobre imię, które zostało
nad wami wezwane? Jeśli jednak wypełniacie
zgodnie z Pismem królewskie przykazanie: Będziesz
miłował bliźniego swego jak siebie samego, dobrze
czynicie. Lecz jeśli czynicie różnicę między osobami,
popełniacie grzech i jesteście uznani przez zakon za
przestępców. Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon,
a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego. Bo
Ten, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział też:
Nie zabijaj; jeżeli więc nie cudzołożysz, ale zabijasz,
jesteś przestępcą zakonu. Tak mówcie i czyńcie, jak
ci, którzy mają być sądzeni przez zakon wolności.
Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się
sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem"
- Jak. 2:6-13 (BW).
Gdy czytam te słowa, moja ocena jest jednoznaczna:
Jestem na tym samym poziomie co morderca, cudzołożnik.
Przestępuję Boże Prawo, jestem grzesznikiem,
nie mogę zaniedbać poczucia potrzeby oczyszczenia,
bo potrzebuję wybaczenia i oczyszczenia, łaski Bożej,
bez której zginę. Napełniają mnie wtedy dwa uczucia:
1) wdzięczność Panu Bogu za Jego łaskę i za to, że
Jego słowo przemawia do mnie, 2) bojaźń. Bojaźń,
ponieważ zastanawiam się nad swoim sądem: Czy
mój sąd jest sprawiedliwy? Czy mój sąd jest według
miłosierdzia? Czy nie daję Bogu miary, którą ja też
będę mierzony? Czy potrafi ę wybaczać? Czy w moim
podejściu do grzechu jest również pełne miejsce dla
wybaczenia, miłość do drugiego człowieka, miłość do
grzesznika, która prowadzi do wybaczenia?
Pytanie 3: Jakie są źródła
grzechu?
Temat szeroki i zasługujący na głębokie zastanowienie,
ale znów jest to materiał na osobną refleksję.
Przypatrzmy się jednak temu zagadnieniu
chociaż pobieżnie. Biblia podaje nam coś więcej
niż informację, że grzech przyszedł na świat przez
Szatana i pierwszy grzech uczyniony przez Adama
i Ewę. "Przeto jak przez jednego człowieka grzech
wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na
wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli"
- Rzym. 5:12 (BW).
Biblia podaje nam również coś więcej niż znana
nauka mówiąca o tym, że mamy trzech przeciwników:
Szatana, ciało i świat. Biblia nam podaje mechanizmy
powstawania grzechu. Biblia pokazuje nam, jak grzech
się rodzi i jakie są jego źródła. Biblia nam podaje
historie, gdzie mechanizm grzechu jest przedstawiony:
grzech w ogrodzie Eden, historia Kaina, historia
Dawida, wiele historii, które bez kłamstwa pokazują
nam grzech razem z otoczeniem, i wiele wersetów
- zacytuję tylko kilka z nich:
"Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości,
które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość
pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi
śmierć" - Jak. 1:14-15 (BW).
[dokończenie artykułu w następnym numerze]
powrót
do
góry
wersja do druku
|