Wrażenia z podróży do Mołdawii
Na początku przede wszystkim chcielibyśmy podziękować Panu Bogu za to, że mogliśmy
uczestniczyć w tak wspaniałym przedsięwzięciu i że szczęśliwie doprowadził naszą
podróż do końca. Na każdym kroku odczuwalne było Jego błogosławieństwo i kierownictwo.
Nasz opis podróży mógłby się rozpocząć w roku 1994. Właśnie wtedy na Konwencji
Międzynarodowej brat Staszek Kuc spotkał braci z Mołdawii i postanowił, że tam
pojedzie. Pan pokierował tak, że na zrealizowanie swoich planów czekał 10 lat.
Bracia ze zboru w Kozach Dolnych, ze Zrzeszenia, oraz prywatnie kilku braci
postanowili wspomóc finansowo braci i siostry z Mołdawii. Ponieważ decyzja o
wyjeździe zapadła w niedzielę 12 grudnia, nie chcąc już odwlekać tej chwili
zdecydowaliśmy się wyjechać przed nastaniem ostrej zimy.

Czternastego grudnia o godz. 15.40, w składzie: Stanisław Kuc, Grażyna Kuźnik,
Jan Kuźnik i Krzysztof Kwaśnik - wyruszyliśmy w kierunku przejścia granicznego,
skąd przez Słowację, Węgry i Rumunię dotarliśmy następnego dnia rankiem na granicę
rumuńsko-mołdawską. Tam czekali już na nas bracia Grisza i Wiorel Niagu, którzy
zostali wcześniej poinformowani o naszym przybyciu. Po około godzinnej odprawie
granicznej nastąpiło gorące powitanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Do Rusani,
skąd pochodzą ci bracia, jest 80 km i gdyby nie oni, trudno byłoby tam trafić,
ponieważ na drogach nie ma prawie wcale znaków informacyjnych. Właściwie to
nie ma tam żadnych znaków drogowych. Po przybyciu przywitaliśmy się z oczekującymi
na nas braćmi, zjedliśmy posiłek, a ponieważ byliśmy zmęczeni, zaproponowano
nam odpoczynek. Niestety bracia bardzo chcieli z nami porozmawiać i nasz odpoczynek
troszkę się przesunął, a o godz. 19.00 rozpoczęło się nabożeństwo. Ale to wcale
nie oznaczało, że po nim mogliśmy spokojnie udać się na spoczynek. I tak dotrwaliśmy
do godz. 23.00.

Siostra Neagu
Nabożeństwa odbywają się u braterstwa Wiorela i Vioriki Niagu 4 razy w tygodniu
tj. w poniedziałek, środę, piątek i niedzielę. W ciągu tygodnia zebrania rozpoczynają
się o godz. 19.00, a nawet i o 20.00 lub 21.00, ponieważ bracia utrzymują się
z rolnictwa, więc latem trudno jest uporać się ze wszystkimi pracami przed zapadnięciem
zmroku. Tematem zebrań jest badanie "Książki Pytań i Odpowiedzi" br. Russella
oraz zeznanie świadectw. Na te nabożeństwa przychodzą wszyscy, łącznie z młodzieżą
i dziećmi.
Następnego dnia rankiem, tj. w czwartek 16 grudnia, udaliśmy
się na południe, do odległego o ok. 250 km zboru w Tintarieni. Drugim samochodem
jechali brat Grisza z żoną Nataszą oraz brat Wiorel z żoną Vioriką. Droga była
sucha i bardzo ładna, ale również nieoznaczona. Pogoda dopisała, więc o godz.12.30
dotarliśmy na miejsce. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że czeka
już na nas ok. 60 braci i sióstr. Po przekazaniu pozdrowień musieliśmy odpowiadać
na pytania braci oto, jak żyjemy, jak rozumiemy Słowo Boże, jak wygląda życie
w naszych zborach i rodzinach. My również chcieliśmy dowiedzieć się czegoś o
braciach. Zebrania odbywają się u brata Kostii Jakima od 1987 roku, wcześniej
przez około 5 lat odbywały się w innym miejscu. Jest to zatem młody zbór, chociaż
wiekowo bardzo zróżnicowany. Większość braci przyszła z innych wyznań, głównie
od Świadków. O godz.14.30 zjedliśmy obiad i do wieczora rozmawialiśmy, rozbieraliśmy
pytania i śpiewaliśmy pieśni. Następnego dnia po śniadaniu ruszyliśmy w drogę
powrotną do Rusani, gdzie czekali na nas z obiadem braterstwo Niagu. Siostra
Maria Niagu cieszy się wielkim szacunkiem i poważaniem u braci, ponieważ to
z jej inicjatywy i przy ogromnym zaangażowaniu powstał zbór w Rusani. O godz.
19.00 rozpoczęło się nasze ostatnie nabożeństwo u tych braci, skąd na kolację
udaliśmy się do Wowy i Mariany. Od tego braterstwa rozpoczął się nasz internetowy
kontakt z Mołdawią.
W sobotę 18 grudnia nadszedł czas rozstania. Trudne to były chwile
dla nas wszystkich. Po długim pożegnaniu wsiedliśmy do samochodu, ale nie łatwo
było nam odjechać, ponieważ bracia i siostry chwycili się za ręce i stanęli
przed samochodem. W końcu ruszyliśmy w kierunku Ukrainy. Do samej granicy mołdawsko-ukraińskiej
odprowadzili nas bracia Wiorel, Grisza oraz Wasyl Niagu. Podróż upłynęła nam
spokojnie i w niedzielę w nocy o godz. 2.30 dotarliśmy do swoich domów i tej
samej niedzieli dzieliliśmy się z braćmi wrażeniami z pobytu.
Będąc jeszcze w drodze postanowiliśmy, że tam kiedyś wrócimy.
Jak Pan nam pozwoli.
Jan i Grażyna Kuźnik
powrót
do
góry
wersja do druku
|