Redakcja - Na Straży - Wędrówka - The Herald - Księgarnia i Czytelnia - Biblia Gdańska - Forum - Strona główna - Szukaj
powrót wersja do druku

Na Straży

Numer 4 - 2012


Spis treści

Duch Święty obiecany
Pan wyjaśnił, że Duch Święty to pocieszający, prowadzący, wyjaśniający i pomocny wpływ dla ludu Bożego.

Lekcja o Boskiej opatrzności
Dopatrując się Boskiej opatrzności w sprawach Mojżesza, widzimy ją we wszystkich szczegółach.

Każdy z nas sam za się odda rachunek Bogu
Apostoł chce przekazać myśl, że słabsi bracia nie są po to, aby sądzić albo napiętnować innych, ani silniejsi bracia nie są po to, aby sądzić czy napiętnować słabszych.

Modlitwa o przyjście Królestwa
Zanosząc prośby do Boga, uznajemy Go za źródło wszystkiego.

Komentarz do Księgi Koheleta cz. 12
Pieniądz daje możliwości, które dla wielu stają się pokusą i pożądaniem.

Myśli i zdania

Dzieło poświęcenia
Wolą, życzeniem Bożym jest, aby to dzieło postępowało i w nas się rozwijało aż do zupełnego skompletowania.

O powrocie Pana
Pan przestrzega przed cielesnym spojrzeniem na Jego powrót, a zarazem podaje ilustracje, które dla tych, co duchowo rozsądzają, są zrozumiałe.

Skłanianie naszych uczuć ku niebu
Jeżeli miejsce w naszym sercu wypełnimy rzeczami ziemskimi, ambicją i ziemską miłością, to czy znajdzie się miejsce na rzeczy bez porównania piękniejsze i ważniejsze?

Echa z konwencji

Czy Jezus uznał wszystkie pokarmy za „czyste”?

Wykłady z Baia Mare

Nekrologi

 

Numer w pliku PDF

powrót wersja do druku

 

 

Każdy z nas sam za się odda rachunek Bogu

WATCH TOWER

Złoty tekst: „A tak już nie sądźmy jedni drugich; ale raczej to rozsądzajcie, abyście nie kładli obrażenia, ani dawali zgorszenia bratu” – Rzym. 14:13.

List do Rzymian 14:12-23

Ponownie Komitet Międzynarodowej Szkoły Niedzielnej zwraca się z prośbą do wszystkich chrześcijan, by rozważyli, jakim złem jest pijaństwo – jak wielkie znaczenie ma umiar we wszystkich sprawach tych, którzy są prawdziwie pobożni. Takie lekcje staną się jeszcze istotniejsze, gdy zauważymy, że pęd, presja, pośpiech, rozgorączkowanie, które dotykają ogólnie wszystkich ludzi, zdają się prowadzić do zwiększenia liczby nerwowych i umysłowych zaburzeń oraz wydłużania się listy umysłowo chorych. Z pewnością nikt posiadający życzliwe serce i zdrowy rozsądek nie mógłby w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa nakłaniać lub zachęcać do pijaństwa, zdając sobie sprawę z tego, że jest ono obfitym źródłem przestępstw, deprawacji, niemoralności, itd. Z przyjemnością zauważamy rozwój opcji lokalnej [prawo rządów lokalnych, by wprowadzać w obrębach swych jurysdykcji na podstawie referendum różne kontrowersyjne przepisy – przyp. tłum.] i całkowitej prohibicji w wielu południowych stanach. Nie chodzi Złoty tekst: „A tak już nie sądźmy jedni drugich; ale raczej to rozsądzajcie, abyście nie kładli obrażenia, ani dawali zgorszenia bratu” – Rzym. 14:13. o to, że takie ograniczenia należą do najwznioślejszych ideałów wolności, ale – widząc konieczność tych ograniczeń – o to, że ci, którzy kochają wolność, są skłonni przyjąć na siebie takie ograniczenie dla dobra swoich współobywateli, dla których ta całkowita wolność jest bezsprzecznie szkodliwa. Różnice klimatyczne, finansowe czy też społeczne są powodem, dla którego za czasów Pana i apostołów było mniej pijaństwa niż teraz i prawdopodobnie dlatego Pismo święte niewiele mówi na temat tego, co stało się jedną z największych bolączek naszych dni.

Jednak brak zainteresowania tematem wstrzemięźliwości może doprowadzić do tego, że wyczytamy z Boskiego Słowa to, co nie było zamierzone przez natchnionych pisarzy – choć moglibyśmy nawet wyciągnąć właściwe wnioski i konkluzje. Przede wszystkim musimy z tych słów wyciągnąć taką lekcję, jaka została nam dostarczona. Wstrzemięźliwości poświęcona jest część rozważań Apostoła na temat wolności i Zakonu oraz zwyczajów i sumienia, w odpowiedzi na pytania, które były najistotniejsze w czasie, gdy pisał on ten fragment. Żydzi mieli w zwyczaju zachowywać Zakon z niezwykłą dokładnością, i bardzo słusznie. W związku z tym bardzo dziwną musiała wydać im się lekcja, której musieli się nauczyć, że nie są już pod Zakonem i w nadziei, że przestrzegając go, osiągną wieczne życie, ale że są pod łaską, mając nadzieję na wieczne życie dzięki przebaczeniu grzechów przez zasługę ofiary Chrystusowej. Na przykład Żydzi w Rzymie przez długi czas przechodzili próby i trudności w związku z usiłowaniem, by przestrzegać Zakonu – poprzez obchodzenie żydowskiego sabatu, wystrzeganie się mięsa, które było zadławione albo poświęcone innym bogom. Gdy przyjęli Chrystusa, mieli ogromne trudności, by sobie uzmysłowić, że Przymierze Zakonu, pod którym starali się być przyjemni Bogu, zakończyło się i że muszą poszukiwać nowych wskazówek, jak chwalić Pana, służyć Mu i panować sami nad sobą. Oczywiście niektórzy pojęli tę nową sytuację szybciej niż pozostali. Niektórzy przyjęli Chrystusa i zrozumieli całe jarzmo żydowskich obrzędów; inni dostrzegli wyraźniej, że Chrystus stał się końcem Przymierza Zakonu dla każdego, kto uwierzył oraz że Prawo, które nadał, faktycznie posiada ducha dziesięciu przykazań i żydowskich obrzędów, ale nie ich literę; że dla tego, kto jest w Chrystusie Jezusie, nie ma innego prawa poza prawem miłości – najwyższej miłości do Boga, miłości do braci i bliźnich – prawem, które okaże się niezwykle spójne, gdy zostanie zbadane, choć z pozoru może wydawać się całkowicie odmienne od przykazań Zakonu nadanych domowi sług.

„Nowe Przykazanie”, czyli nowy zakon miłości, daje jednostce więcej swobody na postępowanie według własnego uznania i osądu niż przykazania Zakonu danego na górze Synaj i zapisanego na kamieniu. W Zakonie żydowskim nie było żadnej dowolności, w zakonie miłości odpowiedzialność za podejmowane decyzje spada głównie na jednostkę i jej własne sumienie. Stąd niektórzy powiedzieli sobie: „Przymierze Zakonu się skończyło, jego ograniczenia już nie obowiązują tam, gdzie nie kolidują z zakonem miłości i z duchem zdrowego zmysłu, dlatego mogę jeść taki pokarm, który według mnie będzie dla mnie dobry i nie ma już zakazu jedzenia niektórych rodzajów pokarmu”. Później, gdy taki umysł dalej się rozwinął, zdano sobie sprawę, że bóstwa nie są bogami, stąd zwyczaj składania mięsa bóstwom przed ich sprzedażą do konsumpcji nie szkodzi mięsu i można je spożywać bez przynoszenia ujmy Bogu, jeżeli wyznaliśmy Mu nasze uznanie i podziękowaliśmy za pokarmy.

Mając wzgląd na słabszych braci

Rozważając to pytanie, Apostoł nie pozostawia żadnych wątpliwości na temat tego, co w tym względzie uważa za właściwe, a co nie. Całym sercem zgadzał się z tymi, którzy pojęli, że bożek to nic więcej niż kawałek rękodzieła stworzony przez człowieka, dlatego złożenie mu mięsa w ofierze jest bezsensowne i nie może zaszkodzić mięsu, tak samo, jak nie może przynieść pożytku bóstwu. Dlatego Apostoł czuł się wolny, by spożyć takie mięso, gdyby przydarzyła się taka sytuacja, nawet pomimo tego, iż wolałby jeść mięso, które nie zostało w ten sposób ofiarowane. Jednak chociaż popierał stanowisko bardziej oświeconych, to solidaryzował się z mniej oświeconymi, zdając sobie sprawę, że wielu spośród nich potrzebuje dłuższego okresu czasu na pokonanie własnych uprzedzeń i nadanie swojemu sumieniu właściwego i pewnego punktu oparcia. Innymi słowy, wszyscy Żydzi musieli się tego nauczyć, jedni mogli przyjąć to szybciej od drugich, ale ci pierwsi powinni być pełni zrozumienia dla tych drugich i w dużej mierze powinni mieć na nich wzgląd.

„Przed tronem sądu Chrystusowego”

Nasza lekcja zaczyna się w środku tego wywodu od oświadczenia: „A przeto każdy z nas sam za się odda rachunek Bogu”. Tymi słowami Apostoł chce przekazać myśl, że słabsi bracia nie są po to, aby sądzić albo napiętnować innych, ani silniejsi bracia nie są po to, aby sądzić czy napiętnować słabszych. Wszyscy muszą pamiętać, że Bóg jest sędzią i to, że każdy musi cenzurować samego siebie, a nie swojego brata – tak, aby każdy pilnował samego siebie, czy ma czyste sumienie wobec Boga i człowieka. Każdy, kto tak czyni, może być pewny Boskiej aprobaty. Ta sama myśl jest podana w poprzedzającym wersecie (w. 10), który mówi: „Wszyscy staniemy przed stolicą Chrystusową” (wg przekładu Biblii Gdańskiej – przyp. Red.). Każdy, kto należy do Kościoła, jest na próbie i nasz Pan Jezus, jako przedstawiciel Ojca, gani i sprawdza różnych członków swojego Ciała, nie po to, aby ich odrzucić, lecz wręcz przeciwnie, po to, aby im pomóc, aby ich zachęcać, wspierać, uczyć i przygotowywać do Królestwa. Tak jak my stoimy przed stolicą Chrystusową teraz, tak cała ludzkość stanie podczas Wieku Tysiąclecia i zostanie podzielona na dwie klasy: owiec i kozłów. Podczas sądu ludzkości zwycięzcy Wieku Ewangelii, bracia, Oblubienica, będą z Panem na Jego tysiącletniej stolicy, jak obiecał: „Kto zwycięży, dam mu siedzieć z sobą na stolicy mojej”, „Kto zwycięży i zachowa aż do końca uczynki moje, dam mu zwierzchność nad poganami” oraz „Azaż nie wiecie, iż święci będą sądzili świat?” wraz ze swoim Panem – Obj. 3:21; Obj. 2:26; 1 Kor. 6:2.

Nie tylko jesteśmy teraz przed sądową stolicą Chrystusową i dzień po dniu zdajemy rachunek z naszej wierności, lojalności itd., ale także pod koniec tego Wieku podejmie On decyzję, jak to zostało zilustrowane w przypowieści. Powracając z dalekiego kraju, Pan posiadający pełnię mocy i władzy, odda każdemu w swoim Kościele zgodnie z wykonaną pracą – stosownie do wierności w wykorzystywaniu swoich talentów, przywilejów, możliwości – i zgodnie z wiernością i posłuszeństwem względem „nowego przykazania” danego wszystkim, czyli że mają miłować się nawzajem tak, jak On ich umiłował. Wtedy praca każdego człowieka stanie się jawna, bez względu na to, że była niezrozumiana w obecnym czasie. Niektórzy bardziej doceniani przez ludzi okażą się mniej docenieni przez Pana, a mało doceniani przez ludzi otrzymają wielką cześć w Królestwie. Dlatego nie powinniśmy oceniać się wyłącznie na podstawie tego, co myślą o nas bliźni, ale powinniśmy mieć szczególny szacunek do Pana i tego, co On o nas sądzi. Dlatego Apostoł namawia, żeby nikt nie sądził [potępiał] drugiego, ale niech nasz osąd zwróci się w naszym kierunku, abyśmy upewnili się, że nic w naszym postępowaniu wobec naszych braci w żaden sposób nie jest przeciwne nowemu prawu miłości naszego Mistrza. Przyglądając się temu prawu uważnie i stosując je do siebie, będziemy hamowani przed każdym zachowaniem, które mogłoby doprowadzić do potknięcia brata i taka miłość do braci, która będzie prowadzić nas, gdy trzeba, do rezygnacji z własnej wolności, z pewnością będzie przyjemna w oczach Pana i Ojca Niebieskiego oraz zapewni nam miejsce i większą cześć, niż przypadłyby nam w przeciwnym wypadku.

„Za którego Chrystus umarł”

Następnie Apostoł zapewnia swoich słuchaczy, że sam jest przekonany, iż z Pańskiego punktu widzenia nie istnieje coś takiego jak nieczyste czy zabronione pokarmy dla tych, którzy są „nowymi stworzeniami” w Chrystusie. Jednak miłość dla braci powinna skłaniać nas do wyrzeczenia się w pewnym stopniu naszej własnej wolności i upodobań, w sytuacji, gdy korzystanie z naszej wolności może szkodzić niektórym spośród tych, za których Chrystus umarł. Używa argumentu, że jeśli mamy miłość Chrystusową, zawahamy się przed uczynieniem czegokolwiek, co mogłoby zranić, skrzywdzić bądź doprowadzić do potknięcia sumienia któregokolwiek z członków Ciała. Jeżeli Chrystus umiłował ich tak mocno, że Jego śmierć umożliwiła im zbawienie, my powinniśmy ich tak miłować, aby chętnie wspólnie pracować dla ich wsparcia i nie robić nic, co mogłoby prowadzić do ich potknięcia lub zgorszenia. Dalej twierdzi, że stanąwszy po stronie Pana i sprawiedliwości, musimy być ostrożni, by nasze zewnętrzne zachowywanie było z tym zgodne, jak to tylko możliwe oraz że oznacza to, że nie powinniśmy czynić niczego, co innym może wydać się niewłaściwe. „Niechże tedy dobro wasze bluźnione nie będzie”, raczej powinniśmy sami ćwiczyć się we wszelkiej dobroci i w taki sposób, który znajdzie uznanie u wszystkich, którzy mają szacunek do spraw religijnych. Zastosowaniem tej zasady dzisiaj byłoby to, że my, którzy mamy jaśniejsze wyrozumienie niż inni odnośnie, na przykład, znaczenia sabatu, powinniśmy tak się zachowywać w świętowaniu niedzieli, aby nie przynosić ujmy Panu ani Jego Słowu. Może nadarzy się właściwszy czas bądź lepsza okazja, by wyjaśnić nasze zrozumienie odnośnie znaczenia sabatu, ale w międzyczasie z pełnym szacunkiem przestrzegajmy niedziel, nie jako pod nakazem Zakonu, ale uważając to za wspaniały przywilej i możliwość społeczności w duchowych sprawach, lepszych, niż moglibyśmy sobie wymyślić. Ta sama zasada stosuje się do innych spraw oraz zewnętrznego zachowania, w których szacunek do Boga i świętych rzeczy może uwarunkować to, jaki wpływ wywrzemy na innych. Ci, którzy miłują Pana i Jego sprawiedliwość, słusznie mają w poważaniu wszystkie dobre rzeczy. Zwiększanie naszej znajomości sprawi, że będziemy chcieli oddawać Mu jeszcze większą cześć nie tylko w sercu, ale także naszym zewnętrznym zachowaniem.

„Albowiem Królestwo Boże nie jest pokarm ani napój, ale sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu świętym”

To stwierdzenie Apostoła zostało bardzo źle zrozumiane i błędnie zinterpretowane przez niektórych, a mianowicie, że jakoby nauczało, iż Królestwo Boże nie jest prawdziwym królestwem, które ma przyjść, z Jezusem jako Królem, z Kościołem jako współdziedzicami w Królestwie i ze światem jako poddanymi, którzy będą błogosławieni, rządzeni i podnoszeni w ciągu Wieku Tysiąclecia. Fragment ten jest używany, by obalić taki pogląd, a ci, którzy to czynią, twierdzą, że gdziekolwiek w Biblii użyte są słowa ‘Królestwo Boże’, to oznaczają one nie prawdziwe królestwo, ale rządy prawości, radości i pokoju w sercach wierzących. Jest to poważne zniekształcenie myśli Apostoła. Jego słowa można by sparafrazować w następujący sposób: Wstrzymujcie się, bracia, od używania swojej wolności w Chrystusie, kiedy tylko czujecie, że mogłoby to zachwiać sumieniem innej osoby lub w jakikolwiek sposób stać się dla niej zgorszeniem. Nie myślcie, że korzyścią bycia zaliczonymi do członków przyszłego Królestwa Chrystusowego jest wolność w jedzeniu i piciu tego, co chcecie, ale raczej uważajcie, że błogosławieństwa, z których się radujemy obecnie jako członkowie przyszłego Królestwo to pokój i radość w sercu sprawiedliwość Pańska i Jego Duch święty. To są błogosławieństwa obecnego czasu, a nie zwykła wolność związana z jedzeniem. Zatem ochoczo rezygnujmy z tej wolności, jeżeli nie jest to z korzyścią dla innych, a wtedy, przez takie poświęcenie, będziemy wzrastać w miłości, w radości i w pokoju Ducha świętego. Kościół rzeczywiście jest Królestwem Bożym w takiej embrionalnej postaci – w tym znaczeniu, że każdy członek jest tutaj uczony i przygotowywany do obowiązków i przywilejów Królestwa, które ma przyjść, a szczególnie jest rozwijany i próbowany w celu zbadania, czy nadaje się, by posiąść dział w tym Królestwie. A wszystko to podkreśla stwierdzenia w modlitwie Pańskiej, że Królestwo ma przyjść, a przychodząc, przyniesie światu taki porządek rzeczy, w którym ostatecznie wola Boża będzie czyniona na ziemi, tak jak jest teraz w niebie.

Kontynuując tę myśl, Apostoł przekonuje (wersety 18 i 19), że taka służba, takie zapieranie się samego siebie dla Chrystusa, jest bardzo przyjemne Bogu, i że zdobędzie uznanie właściwie myślących ludzi oraz że dlatego wszyscy naśladowcy Pańscy powinni starać się o pokój i takie warunki, dzięki którym będą mogli się uczyć, wzmacniać i wzajemnie budować. Jakże cenna jest to lekcja! Gdyby tylko cały lud miły Panu mógł uchwycić ducha napomnienia Apostoła i dostrzec, jak piękne w Boskich oczach jest to, gdy on naśladuje przykład swego Zbawiciela w swej chęci do zapierania samego siebie, aby pomóc innym. Gdyby taki duch przeważał pomiędzy Pańskimi naśladowcami, z pewnością byłoby to olbrzymim błogosławieństwem, wielkim budowaniem siebie nawzajem, wielkim wzmocnieniem charakteru, wielką pomocą jeden dla drugiego, brakiem wywyższania się i pogardy względem tych, którzy nie są w stanie ujrzeć ani docenić każdego z zarysów Boskiego planu.

„Przetoż tedy naśladujmy tego, co należy do pokoju.” Jakże błogosławione jest zgromadzenie Pańskiego ludu, które ma znaczną liczbę takich naśladowców Chrystusowych, szczególnie, jeżeli są oni pomiędzy prowadzącymi! Jakże ich miłość, pokój i jedność ducha pomogą im być uprzejmymi, hojnymi i pomocnymi dla innych – nie przez ignorowanie zasad Prawdy, nie przez stawianie światła pod korcem, ale przez przedstawianie Prawdy w taki uprzejmy i delikatny sposób, że wszyscy, którzy są z Prawdy, docenią to i zostaną przez to wzmocnieni. Jakże przekonujący jest argument Apostoła: „Dla pokarmu nie psuj sprawy Bożej” – nie narażaj na niebezpieczeństwo ani interesów Kościoła, ani żadnej jednostki wyłącznie po to, by trzymać się tego, co nie jest kluczowe. Tak jak Apostoł napominał Rzymian: „Ale się do niskich nakłaniając”, skłaniajmy się do najsłabszych i najpokorniejszych z prawdziwych naśladowców Pana, docierajmy do nich mową i zachowaniem, byśmy w duchu wzmacniającego i oświecającego wpływu Prawdy byli lepszymi pomocnikami dla tych, którzy potrzebują.

„Wszystkoć wprawdzie jest czyste”

Nie mamy rozumieć, że te słowa Apostoła oznaczają, iż nie ma nic nieczystego, czyli brudnego. Wręcz przeciwnie. W innych miejscach zwracał on uwagę na wiele rzeczy, które zanieczyszczają umysł oraz uczynki i doradzał Kościołowi, aby tak nie postępował. Tutaj jego słowa są ograniczone do tematu, o którym rozmawiamy – rzeczywiście nic nie jest nieczyste – żaden rodzaj mięsa. Jednak dalej Apostoł przechodzi do pokazania nam, jak można czynić źle, jedząc nawet to, co najczystsze, najbardziej pożądane, albo przez używanie wolności w jakiejkolwiek innej sprawie – jest to złe dla tych, których sumienie zostałoby naruszone. Jednym słowem, sumienie jest jednym z naszych najcenniejszych dóbr; stosownie do naszego posłuszeństwa względem naszego sumienia staniemy przed Panem. Jeśli więc naruszamy swoje sumienie czymkolwiek, co czynimy, sami sobie wyrządzamy krzywdę; lub jeśli przez nasze słowa albo czyny wpływamy na innych, by pogwałcili swoje sumienie, bez względu na to, jak nieszkodliwa może wydawać się ta rzecz, wyrządzamy im poważną krzywdę, której konsekwencji nie jesteśmy w stanie w pełni określić, ponieważ może to przerodzić się w wielką niepobożność i doprowadzić do wtórej śmierci. Dlatego „dobrać jest, nie jeść mięsa i nie pić wina, ani żadnej rzeczy, którą się brat twój obraża albo gorszy albo słabieje.”

Wiara kontra potępienie

„Ty wiarę masz? Miejże ją sam u siebie przed Bogiem.” Oznacza to, że nasze zewnętrzne zachowanie niekoniecznie musi odzwierciedlać głębokości naszego poznania, wiary i wolności. Bóg zna serce, widzi postęp, który poczyniliśmy, i będzie bardziej zadowolony z nas, jeśli dla dobra braci nie będziemy manifestować swojej wolności w takim czasie lub w takim miejscu, w którym mogłoby to zaszkodzić innym z Jego umiłowanej rodziny. Dalej Apostoł zwraca uwagę na to, że jeśli będziemy krytyczni w ocenianiu swego własnego postępowania i pobudek, możemy znaleźć coś bardzo podobnego do tego, co krytykowaliśmy u innych, chociaż być może w odniesieniu do innego tematu. Używa słów: „Błogosławiony, który samego siebie nie sądzi w tym, co ma za dobre”. Na przykład, ten kto osądza innych, wnioskuje, że ich pobudkami są pycha czy ambicja; jeśliby zwróciłby swą krytykę na siebie, mógłby czasami znaleźć takie same rzeczy w swoim sercu. Ktoś, kto uważa, że jego sąsiad jest oszczercą i potępia go za to, powinien skierować tę krytykę w swoją stronę – a nigdy na oszczercę, aby sprawdzić, czy jego własne słowa są zawsze bez zarzutu. Szczęśliwy i błogosławiony jest ten, kto widząc wady innych, przyjrzy się potem uważnie sobie i zobaczy, że jest od nich całkowicie wolny. Takie charaktery są z pewnością wyjątkowe.

„Kto ma wątpliwości (…) jest potępiony” (NP)

Mając w umyśle błędne pojęcie, słowa Apostoła brzmią wyjątkowo szorstko: „Lecz ten, kto ma wątpliwości, gdy je, jest potępiony” (NP). Myśl zawarta w tych słowach dla wielu osób, które znajdują się pod urojeniem „ciemnych wieków”, jest taka, że osoba, która je mięso czyste samo w sobie, ale myśli, że to źle, zanieczyszcza w ten sposób swoje sumienie i zostanie potępiona – wysłana na wieczne tortury. Ale Apostoł nie miał tego na myśli i nie można tego wnioskować z jego słów. Podkreślił on tutaj fakt, że osoba, która je mięso, nieważne jak czyste by było, ale uważa jedzenie go za grzech, przestępstwo, znajdzie się w konsekwencji pod potępieniem za pogwałcenie swego sumienia, swojego osądu na temat Pańskiej woli, a to posłuży za chmurę oddzielającą ją od Pana, który sądzi serca, a nie jedynie zewnętrzne zachowanie. Takie oddzielenie może ostatecznie doprowadzić do utraty wspaniałej nagrody naszego wysokiego powołania i wejścia do Wielkiego Grona, a być może nawet do wtórej śmierci. Apostoł tłumaczy, dlaczego to potępienie może się utrzymać, mówiąc, „iż nie je z wiary” – nie w zgodzie ze swoim sumieniem – a cokolwiek nie jest w harmonii z wiarą i sumieniem, jest grzechem. Zasada ta wykorzystana w odpowiedzi na pytanie, czy spożywać, czy nie spożywać alkoholu, z pewnością przyniosłaby korzyść wszystkim dzieciom Bożym: osoba, która spożywa alkohol wierząc, że jest to grzechem, gwałci swoje sumienie; osoba, która używa go wiedząc, że na innych może to wpłynąć niekorzystnie, narusza zakon miłości – „miłować będziesz bliźniego swego, jako siebie samego”. Ten problem staje się bardzo poważny w naszych dniach, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ dzisiaj problem sumienia w kwestii spożywania alkoholu jest poruszany częściej niż kiedykolwiek przedtem.

Następujące fragmenty artykułu zaczerpniętego z „The Literary Digest” zostały przetłumaczone z języka francuskiego i jak wierzymy, będą dla wielu interesujące i pouczające w odniesieniu do tej lekcji:

„Do trzeciego i czwartego pokolenia”

„Nikt nie może być bez konsekwencji synem pijaka” – twierdzi dr A. Joffroy, francuski lekarz, który pisze na ten temat w artykule „Alkohol i alkoholizm” w „Revue Scientifique” (Paryż, 13 lipca). Artykuł dra Joffroya czyta się miejscami jak staromodny traktat o abstynencji, ale w rzeczywistości jest on bezlitosnym zestawieniem naukowych faktów. Choroby, jak podkreśla autor, są podzielone na dwa rodzaje: na te, które atakują wszystkie osoby o normalnym stanie zdrowia, oraz te, które dotykają wyłącznie tych, którzy są na nie podatni. Alkohol jest wyjątkowo skuteczny w wywoływaniu takich chorobowych skłonności i w ten sposób uderza nie tylko w tych, którzy go nadużywają, ale również w ich potomstwo, często pustosząc całe rodziny. Możemy zacytować tutaj jedynie niewielką część tego, co mówi dr Joffroy. Najpierw na temat podziału chorób na dwie wyżej wymienione kategorie. Cytujemy:

„W przypadku niektórych chorób (szkarlatyna, ospa, dżuma itp.) czynnik patogenny wywołuje charakterystyczną dolegliwość w każdym, kto jest narażony na zakażenie, bez względu na to, jaki był jego uprzedni stan zdrowia. Ale z drugiej strony, istnieje cała grupa chorób, które atakują tylko tych, którzy są na nie podatni. Ze 100 niemowląt karmionych w ten sam sposób jedno lub dwa zostaną anormalnie otyłe, ponieważ, na przykład, ojciec miał dnę moczanową lub matka miała cukrzycę...”.

„Ale dziedziczone uwarunkowania istnieją także przy chorobach nerwowych, a alkoholizm jest jednym z najsilniejszych czynników wytwarzającym takie predyspozycje, a także rozwijającym je tam, gdzie już istnieją. Aby mieć cholerę lub reumatyzm, na przykład, trzeba mieć otyłych, nerwowych rodziców alkoholików. Człowiek może zapaść na chorobę Parkinsona w następstwie jakiejś gwałtownej emocji..., ale dziedziczność musi być obecna, by pobudzić chorobę, a powszechnie uznaje się, że alkoholizm jest podstawą tej dziedziczności”.

„W chorobach psychicznych”, mówi dalej dr Joffroy, „rola dziedziczności jest jeszcze większa. Możemy wręcz powiedzieć, że uwarunkowanie jest tu absolutnie niezbędne”. Autor odrzuca klasyfikację dokonaną przez niektórych autorów, którzy dzielą choroby psychiczne na te, które dotykają normalne i anormalne mózgi. Uważa on, że normalny mózg w tym przypadku nie istnieje, ponieważ chory mózg jest zawsze anormalny. Nawet trucizny, które działają na mózg, wybierają tych, którzy mają ku temu skłonności, a szczególnie jest to prawdziwe z alkoholem. Uwarunkowania (alkoholowe ogólnie) determinują szczególną formę pijaństwa i wyjaśniają, dlaczego wino sprawia, że jeden człowiek jest wesoły, inny smutny, a inny agresywny. Podobnie, dziedziczne uwarunkowania tłumaczą, dlaczego alkoholizm u jednego człowieka wywołuje wrzody na żołądku, u innego marskość wątroby, a jeszcze u innego taki lub inny paraliż nerwowy. Autor kontynuuje:

„Wpływ działania alkoholu na padaczkę jest dość wyraźny; czasami osoba cierpiąca na padaczkę od dzieciństwa zaczyna pić, gdy ma około 20 lat, w konsekwencji czego ataki stają się coraz silniejsze; niekiedy osoba, która ma 30-40 lat i cierpiała jedynie na lekkie napady w dzieciństwie, zaczyna mieć charakterystyczne ataki, które znikają lub zmniejszają się, gdy staje się abstynentem...”

„Aby mnie wyraźnie zrozumiano, powtórzę definicję, którą podałem w innym miejscu o początkowym stadium degeneracji.” „Suma wad narządów, czy to dziedzicznych czy nabytych, przez zmniejszanie się naturalnej odporności, tworzy nowe chorobowe skłonności i czyni je patogennymi, chociaż same w sobie nie byłyby w stanie zaszkodzić normalnemu organizmowi.”

„Powtarzam jeszcze raz, że w tworzeniu tych nowych skłonności chorobowych, tej dziedzicznej predyspozycji, która dominuje niemal wszystkie patologie, alkoholizm stoi na czele, czyniąc więcej szkód i licząc więcej ofiar niż gruźlica. Alkoholizm, tak naprawdę, nie oddziałuje jedynie na jednostkę, ale jego efekty dotykają także potomstwo. Nikt nie może być bez konsekwencji synem pijaka. Alkoholizm zaczyna się od ojca i uderza w dzieci, a ogólnie oddziałuje do czwartego lub piątego pokolenia, aż zniszczy całą rodzinę. Ale zanim ten ostatni wynik zostanie osiągnięty, alkoholicy i ich potomkowie, zależnie od okoliczności, jak już wcześniej powiedziałem, popadają w choroby, szaleństwo lub przestępczość, wypełniając nasze szpitale, przytułki i więzienia.”

„Rzeczywiście ślepi są ci, którzy nie zdając sobie sprawy z zagrożeń alkoholu, widzą w nim tylko źródło dochodu!”
– Tłumaczenie wykonane dla The Literary Digest.

Watch Tower 1907-331; R-4083


powrót do góry wersja do druku